logo
 
A
A
A
 
ks. Marek Szymula
Duchowa dynamika przebaczenia | Zeszyty Formacji Duchowej
Przed kilku laty, animując spotkanie grupy młodzieży biorącej udział w modlitewnym czuwaniu wigilii uroczystości Zesłania Ducha Świętego, przeżyłem osobiste doświadczenie działania Ducha Bożego. Nasze spotkanie odbywało się w jednym z warszawskich kościołów. Jako odpowiedzialny za całość, umówiłem księdza – swego kolegę, by wygłosił słowo do zgromadzonej młodzieży. Zbliżał się czas katechezy. W tym momencie dociera do mnie informacja: Skradziono mi samochód, nie zdążę przyjechać. Był czas jedynie na krótki akt strzelisty i... wychodzę przed młodzież, sięgam po Słowo Boże i czytam opowieść o spotkaniu Jezusa z Samarytanką (J 4, 1-42).  Rozpocząłem rozważanie znanego mi fragmentu. Po zakończeniu postanowiłem zebrać myśli, które się rodziły o miłości przebaczającej, o odwadze rozmowy z Jezusem, o prawdzie grzechu, który naprawdę zna Jezus i przy Nim możemy o wszystkim mówić i wszystko wyznawać. Do dziś korzystam z tej katechezy na różnych spotkaniach, wykładach, konferencjach. Co Pan wzbudził, niech rozbrzmiewa na Jego chwałę.
 
Spotkanie Jezusa z Samarytanką to obraz wewnętrznej pielgrzymki, jaką przy boku Chrystusa przebywa biblijna kobieta. Pielgrzymki w odkrywaniu przebaczenia, które ją uzdrawia i rozwija. Pojednanie z sobą i Bogiem jest bowiem możliwe jedynie przy boku Chrystusa: to On jest prawdziwym autorem wewnętrznej zgody. Wolność ludzka bez daru Chrystusowej prawdy i miłości skazuje się na bezdroża zniewoleń. Tego właśnie w pełnym wymiarze swego grzechu doświadczyła kobieta idąca po wodę do samarytańskiej studni. 
 
Co dokonało się pomiędzy Jezusem a Samarytanką? Próbujmy podążyć za dialogiem, który staje się wchodzeniem Jezusa w głąb duszy ludzkiej, a z drugiej strony jest dorastaniem człowieka w oczyszczającym spotkaniu z Bogiem. Prześledźmy uważnie proces duchowego przebaczenia ukazany w tej scenie biblijnej.
 
Rozbudzenie pragnienia
 
Pewnego dnia Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni, było to około godziny szóstej [czyli około południa]. Nadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody (J 4, 6-7). 
 
Wędrówka kobiety w skwarze dnia, kiedy wszyscy się chronią przed słońcem w swoich domach może dziwić. O tej porze nie pracuje się ciężko, nie idzie się do studni po wodę, kiedy panuje skwar południa. Jednakże – jak dowiadujemy się z kontekstu – kobieta miała powód do unikania spotkań z ludźmi. Prawdopodobnie chciała uniknąć wysłuchiwania złośliwych komentarzy na swój temat. Miała już kilku mężów, a obecny mężczyzna, z którym się związała, nie był jej mężem. Ze starotestamentalnej księgi Tobiasza możemy się dowiedzieć o historii Sary, dręczonej przez złego ducha Asmodeusza, który zabijał jej kolejnych kandydatów na mężów (Tb 3, 7-15). Możemy więc wnioskować, że sytuacja w jakiej żyła owa Samarytanka, była odbierana w środowisku jako zły znak. Szła więc do studni w południe, czując się wówczas bezpiecznie. Nagle ujrzała mężczyznę siedzącego przy studni. Zauważyła, że to nie Samarytanin, więc nie może jej znać. Wiedziała też, że Żydzi nie utrzymują jakichkolwiek kontaktów z Samarytanami (J 4, 9b). Śmiało podeszła do owego mężczyzny, mając pewność, że nie zostanie zaczepiona. Tymczasem Nieznajomy odezwał się: Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić”. Na to rzekła do Niego Samarytanka: „Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?” Jezus odpowiedział jej na to: „O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: ‘Daj Mi się napić’ – prosiłabyś Go wówczas, a dałbym ci wody żywej”. Powiedziała do Niego kobieta: „Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej?” (J 4, 7b-11).
 
Rozmowa ta toczy się jakby na dwóch płaszczyznach. Oto Jezus mówi do Samarytanki w wymiarze ducha, mówi do niej językiem mistycznym, językiem prawd wiary: O gdybyś znała dar Boży, to byś Mnie prosiła, a dałbym ci wody żywej, a ona pozostaje na płaszczyźnie zewnętrznej, zmysłowej: Panie nie masz czerpaka. Samarytanka rozumuje w sposób naturalny. Przecież bez czerpaka nie można nabrać wody służącej do podtrzymania życia. Gani Go za brak poczucia realizmu, chce sprowadzić Go na ziemię. Początkowo słowa Jezusa są dla niej całkowicie niezrozumiałe, ale powoli naprowadzają na myślenie religijne. Nadto, kobieta nie zniechęca się do słuchania, nie odchodzi od Jezusa. Jego słowa bowiem trafiają do ludzkiego serca, otwierają je na Jego obecność. A Jezus nie zniechęca się tym, że trudno jest człowiekowi od razu je zrozumieć. On przychodzi ze wszystkim co dla nas przygotował: Gdybyś znała dar Boży, to byś Mnie prosiła, a dałbym ci wody żywej. Patrząc z perspektywy całego nauczania Jezusa, możemy powiedzieć, że objawił tej kobiecie już to wszystko, do czego apostołowie będą jeszcze dorastali. 
 
Jezus, aby pozyskać człowieka, który poniesie Jego Ewangelię, nie obawia się trudnych – powiedzielibyśmy: teologicznych – określeń. Nie boi się podejść do osoby, z którą – zgodnie z tradycją żydowską – nie powinien rozmawiać. Decyduje się przestawać z osobą żyjącą w jawnym, ciężkim grzechu. Co więcej, prosi ją o coś, czego od niej teraz nie otrzyma. To jest charakterystyczne działanie Jezusa. Można powiedzieć: On właśnie taki jest. Przychodzi wciąż do człowieka, czy jest on blisko, czy daleko. Nie stroni od naszej nędzy, od grzechu, od naszej oziębłości. Przychodzi i prosi: Daj mi pić! To doświadczenie wciąż nas zaskakuje. Boże, jak ja mam Tobie dać pić? Jak i czym mogę zaspokoić pragnienie Boga? Te pytania są zasadnicze i twórcze, bylebyśmy odpowiadając, nie pozostawali na płaszczyźnie daru zewnętrznego, lecz sięgali głębiej. Bóg bowiem przychodzi do nas zawsze i nie patrzy jacy jesteśmy. 
 
Jezus chce, aby Samarytanka rozpoznała dar Boży, który jest w niej, a z którego ona nie zdaje sobie sprawy. Dar, który łączy z Bogiem i oświeca trudności na drodze wiary. Dar, który daje moc i radość bycia świadkiem Jezusa zmartwychwstałego. I dlatego prosi: „Daj Mi pić, chcę byś zaspokoiła moje pragnienie”. Z kontekstu ewangelicznego wynika, że chodzi tu o pragnienie, by każdy mógł poznać Jezusa Chrystusa, aby On był kochany i żeby Go naśladowano... 
 
Już na chrzcie człowiek otrzymuje dar umożliwiający współpracę w budowaniu chrześcijańskiej wspólnoty. Dlatego Jezus i nas prosi: Daj Mi pić, chcę byś zaspokoił moje pragnienie obecności wśród tych, którzy Mnie znają i nie znają, tak aby stanowili jedno (por. J 17, 20-21). Oto otrzymaliśmy dar umożliwiający aktywne uczestnictwo w życiu Kościoła. Dlatego Jezus prosi: Daj Mi pić, chcę zaspokoić moje pragnienie zamieszkiwania w twoim czystym sercu; pragnę kroczyć z tobą drogami Królestwa Bożego w braterskiej wspólnocie, gdzie można odzyskać siły, dzielić radości i troski, jednoczyć się w wierze i modlitwie. Gdyby dar Boży był znany, Jezus dałby ci wody żywej. Właśnie tak. Dlatego, że dar ten dany jest nam w tej mierze, w jakiej pragniemy go otrzymać, i pozostaje w nas w tej mierze, w jakiej pragniemy na niego zasłużyć. 
 
Jaka jest odpowiedź Samarytanki? Wydaje się, że nie odpowiada wprost na to pytanie, które Jezus jej zadaje: Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię? (J 4, 12).
 
Jej myślenie powoli przestawia się; otwiera się na prawdy Boże, które On objawia człowiekowi. Taka postawa to pierwszy krok do rozpoznania Boga w naszym życiu. Trzeba tak „przetrawić” słowo Boże, żeby w jego perspektywie postrzegać to, co się wokół nas dzieje, a spoglądając na otaczającą nas rzeczywistość, odnosić ją do wydarzeń biblijnych i odnajdywać w nich otuchę, światło potrzebne do dalszego życia. 
 
Jezus Samarytance odpowiada w sposób teologiczny, mistyczny: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki (J 4, 13b).
 
Jezus mówi o tym samym, o wodzie wytryskującej ku życiu wiecznemu, wprowadza Samarytankę w nadprzyrodzoność, zaszczepia w niej nowe Boże treści, które będzie objawiał w dalszym swoim nauczaniu, a przed nią już teraz je odsłania. 
 
Rzekła do Niego kobieta: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać” (J 4, 15). 
 
Nagle odżyło w niej pragnienie tego, o czym mówił Jezus. „...Daj mi tej wody...” Ale akcent jest jeszcze położony na słowo „mi”. Bo przychodząc tu męczę się, a jak Ty mi dasz tej wody, to nie będę się więcej trudzić. Jednakże w tym jej egoistycznym nastawieniu Jezus dostrzega dokonujący się w niej przełom. To ona do Jezusa powiedziała: „Daj mi”. I chociaż dodała jeszcze słowa naznaczone ludzkim pragnieniem, to jednak już czegoś chce od Jezusa. Z ochotą przyjmie to, co On jej może dać. I to coś, co będzie dla niej ważne. Rozpoczyna się więc dogodny czas do podjęcia nowych działań, doprowadzających ją do Boga. Kobieta w czasie tego dialogu dojrzała, aby rozpocząć z Jezusem dalszą rozmowę. Zbawiciel dotknie tego, co jest w niej istotne, co jest we wnętrzu jej duszy, co stanowi przeszkodę w otwarciu swego serca na Boga. 

 Przyznanie się do grzechu
 
On jej odpowiedział: „Idź zawołaj swego męża i wróć tutaj” (J 4, 16).
 
Nagle Jezus przeszedł na inny poziom rozmowy. Już nie mówi o źródle wody żywej, o wieczności, o nadprzyrodzoności, ale przechodzi do konkretów życia. Jezus wskazuje na jej grzech, przyczynę jej niepokoju, jej przybycia w skwarze południa w obawie przed innymi do studni. – Idź po swojego męża i wróć tutaj! Przyjdź do Mnie! Wróć do tego, co się w twoim życiu dokonało i przyjdź z tym do Mnie... 
 
A kobieta odrzekła Mu na to: „Nie mam męża” (J 4, 17).
 
Kobieta przyznaje się do swego grzesznego stanu. Czuje się bezpieczna przy Chrystusie. W atmosferze, którą Chrystus wytworzył, otwiera się całkowicie. Dotyka całej prawdy o sobie. Tak jest naprawdę, nie mam męża. Jej wypowiedź jest bardzo szczera. To wyznanie Samarytanki świadczy o tym, że stanęła przed Jezusem w prawdzie. Odkryła w sobie coś bardzo głębokiego.
 
Rzekł do niej Jezus: „Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą” (J 4, 17b-18).
 
Jezus uznaje prawdziwość tej wypowiedzi: „Jesteś w prawdzie: masz grzechy”. Do tego wyznania potrzeba było wielkiej pokory wobec Boga. Nie wobec sytuacji, w której się znalazła, ale w relacji do Pana Boga. 
 
Rzekła do Niego kobieta: „Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga” (J 4, 19-20).
 
Kobieta przechodzi w rozmowie na inną płaszczyznę. Pyta o sprawy wiary. Wchodzi na płaszczyznę religijną, kiedy dotknęła prawdy swego życia, największego problemu jej wnętrza. Kiedy swój problem wypowiedziała przed Jezusem, kiedy On jej przytaknął: „To jest twój grzech, to jest twój problem, ale Ja chcę dalej z Tobą rozmawiać, Ja ciebie nie potępiam (jakby mówił: „Idź i nie grzesz więcej”)”. Kiedy poczuła się przy Nim bezpieczna, wtedy sama przeszła na płaszczyznę religijną. Zaczęła rozmawiać z Jezusem o sprawach Bożych. Nie mówi o tym, że Boga należy się bać, nie widzi w Nim sprawiedliwego sędziego, który karze za grzech. Pyta, gdzie należy czcić Boga, dokonało się bowiem jej wewnętrzne spotkanie z Jezusem. Chrystus nie wnika głębiej w jej grzech, w jej historię życia, nie przeprowadza analizy, ale podchwytuje to, co zaczyna się rozwijać – myślenie o Bogu, miłość do Niego. Chrystus wprowadza ją w tajemnice wiary.
Rozpoznanie Chrystusa i doświadczenie przebaczenia
 
Odpowiedział jej Jezus: „Nadchodzi (...) godzina, owszem już jest kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4, 23-24) 
 
Jezus objawia kobiecie, człowiekowi zagubionemu, żyjącemu w grzechu, prawdy, które Apostołom będzie długo, cierpliwie tłumaczył. Dopiero po Zesłaniu Ducha Świętego będą je rozumieli; dojrzeją do zrozumienia istoty słów Jezusowych. Samarytanka dojrzewa szybko. To też jest znak wielkiego obdarowania niewiast, które sercem rozpoznają Miłość i potrafią na nią miłością odpowiedzieć. 
Rzekła do Niego kobieta: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”. Powiedział do niej Jezus: „Jestem Nim Ja, który z tobą mówię” (J 4, 25-26).
 
Ona wiedziała o Chrystusie, ale dopiero w tej intymnej rozmowie Go poznała. Chrystus to potwierdza. Co wówczas się dokonało?
 
Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” Wyszli z miasta i szli do Niego (J 4, 28-30).
 
Po spotkaniu z Jezusem, Samarytanka zostawia swój dzban, symbol zatroskania o doczesność, o tych, dla których poszła po wodę. Zostawia swój dzban, bo dla niej już najważniejszy jest Jezus; bo rozpoznała siebie jako oblubienicę, którą miłość Boża przygarnia do siebie. Idzie z misją ewangelizacyjną. Jakież zdziwienie musiało to budzić u ludzi. Mogli mówić: „My Cię też znamy, wiemy kim jesteś”. Czy Mesjasz nie mógł wybrać kogoś bardziej porządnego, by się objawić (por. pasterze z Betlejem). Ona głosząc w swoim mieście wieść o Mesjaszu, naraża się na drwiny: jakże to, rozmawiała z Żydem? Przy studni – w południe? Jest to z jej strony podjęte ryzyko oddania życia, jest to pójście na całość, nie ma tu miejsca na pozostawienie czegokolwiek dla siebie samej (por. reakcja Maryi po Zwiastowaniu – wędrówka do Ain Karin). Ale kobieta doświadczyła w sobie obecności Boga. Już nie ma alternatywy. Śmierć jest jedna. Obumarcie dla Boga – to jest jedna śmierć; druga śmierć nie może już zrobić krzywdy (por. Ap 2, 11b).
 
Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: „Rabbi, jedz!” On im rzekł: „Ja mam do jedzenia inny pokarm, o którym wy nie wiecie” (J 4, 31-32).
 
Jego uczniowie poszli, by szukać żywności. Gdy wrócą, będą pytali Jezusa o to, czy jest głodny. On odpowiada, że ma inny pokarm. Czym więc karmi się Jezus? Apostołowie potrzebują pokarmu doczesnego, natomiast Jezus w rozmowie z Samarytanką będzie pouczał nas o prawdziwym pokarmie. Apostołowie szukają żywności, a Samarytanka razem z Jezusem – w skwarze południa, w rozmowie – otrzymuje inny pokarm, co innego było ich pożywieniem. Spotkanie z Jezusem jest miejscem wewnętrznego nasycenia człowieka, w którym dokonuje się jego wewnętrzna przemiana. Otwieramy się nie na ten pokarm, który karmi ciało, ale otrzymujemy inny pokarm...
 
Nawrócenie
 
Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: „Powiedział mi wszystko, co uczyniłam” (J 4, 39).
 
Oto owoc jej ewangelizacyjnej działalności: zawiązuje się nowa wspólnota wierzących w Chrystusa. 
Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: „Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata” (J 4, 40-42).
 
Kobieta doprowadza ludzi do Chrystusa, ale sama pozostaje na boku, tzn. nie staje na drodze do Niego. Potrafi umiejętnie się wycofać, nie skupia uwagi na sobie. Jest jakby liderem w tej grupie, a jednak chce pozostać w cieniu. Pragnie, aby inni mogli Go osobiście odnaleźć i pozostać z Nim, nie ze względu na jej doświadczenie, ale na ich własne spotkanie z Bogiem. 
Pojednanie Samarytanki „już” się wydarzyło, duchowy proces przebaczenia wydaje owoce nawrócenia osobistego i innych. Gdy więc teraz prosimy o przebaczenie, wiemy, że każda nasza prośba uzyska spełnienie przez proces przebaczenia dokonujący się przy Jezusie Chrystusie. Przebaczenia, które spełnia się za każdym razem, gdy grzesznik wyznaje winy i okazuje skruchę. 
 
Aby pojednanie z Bogiem i sobą stało się rzeczywistością, koniecznie musi przejść przez kontemplację osoby Chrystusa. I tylko On może dać całą pewność, że uzyskamy pełne przebaczenie, nawet gdyby zerwaną więź, mogła tylko świętość Syna Bożego odbudować. Chrystusowy Krzyż jest miarą miłości Ojca, grzechu i przebaczenia. Pojednanie z Bogiem jest uzdrawiającym spotkaniem z tą Miłością i ze świadomością grzechu, ale nikt nie może uzyskać pojednania bez doświadczenia spotkania z Synem w mocy Ducha Świętego. Chrystus oczyszcza nasze wyobrażenie Boga, koryguje fałszywe przesłanki, nie pozwala usprawiedliwiać grzesznych postaw. Chrystus oczekuje zawsze z otwartymi ramionami tego, kto poznał swój grzech i uwierzył w jego Miłosierdzie. Jest Bogiem pojednania. 
 
ks. Marek Szymula
Zeszyty Formacji duchowej nr 14 / 2000
 
fot. Keoni Cabral Dad's Car 
Flickr (cc) 
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2017   |  Facebook