logo
 
A
A
A
 
O. Mirosław Pilśniak OP
Etyka spowiedzi
W recenzji do książki Jeana Delumeau "Wyznanie i przebaczenie. Historia spowiedzi" Elżbieta Adamiak zadaje szereg pytań, stawianych dzisiaj, jak się wydaje, dość często. Wskazują one, że istnieje coś takiego jak problem spowiedzi. Pisze ona, że już od lat - sądząc z analizy Delumeau - "skala wartości i kryteria oceny grzechów rzadko były takie same po obu stronach konfesjonału. (...) Można się zastanawiać, w jakiej mierze dwaj partnerzy sakramentu pokuty mówili tym samym językiem, żyli w tym samym świecie i w ten sam sposób pojmowali grzech śmiertelny". W potocznym odbiorze istnieje duża dysproporcja w podejściu do spowiedzi pomiędzy osobami świeckimi, którzy borykają się z problemem spowiedzi a duchownymi, którzy spowiedzi słuchają. Nie zamykając oczu na fakty i ludzkie doświadczenia, warto sobie zadawać pytanie, co robić, żeby spowiedź była tym, czym jest w rzeczywistości. Autorka stawia następujące pytania, które z całą pewnością dotyczą dnia dzisiejszego:
 
- Jak rozumieć obowiązek corocznej spowiedzi? - Jaki powinien być spowiednik - pełniący potrójną rolę: "lekarza", "sędziego" i "ojca"? - Jak spowiednik powinien przyjmować grzeszników? - Kiedy żal za grzechy jest wystarczający, by udzielić rozgrzeszenia? - Czy wystarczy żal ze względu na wstręt do grzechu i strach przed piekłem, czy też konieczny jest żal doskonały, płynący z miłości do Boga? - Jak postępować wobec "recydywistów", którzy ponownie wpadają w ten sam grzech, mimo ostrzeżeń spowiednika? - Jakie znaczenie dla osądu grzechu mają okoliczności jego popełnienia? - Kiedy jest grzech śmiertelny, kiedy "tylko" powszedni? - Jaka powinna być rola sumienia, a jaka autorytetu w podejmowaniu decyzji?
 
Badając historię spowiadania, Delumeau dochodzi do paradoksalnych wniosków: chcąc pocieszać, koić lęk przed karą wieczną, obdarzać łaską przebaczenia, spowiedź sama wzbudzała lęk, wstyd, była ludzkim dramatem - i to nie tylko dla wyznających grzechy; była ciężkim obowiązkiem także dla spowiedników. "Spowiedź chciała pocieszać, ale najpierw niepokoiła grzesznika. Wybaczała mu niestrudzenie, czyż jednak nie wydłużyła ponad rozsądną miarę listy i okoliczności grzechów? Spowiedź wysubtelniła sumienie, rozwinęła w człowieku życie wewnętrzne i poczucie odpowiedzialności, ale także rozbudziła skrupuły i była dla całych milionów wiernych ciężkim brzemieniem". Delumeau pokazuje, jak głęboko praktyka spowiedzi wpłynęła na sferę świecką, kulturę i mentalność człowieka Zachodu - "aktywnego, świadomego, niespokojnego, zawsze niezadowolonego z siebie, pragnącego stale polepszać siebie i innych...", z drugiej jednak strony nie da się zaprzeczyć, że od połowy XVIII wieku w Kościele katolickim, zwłaszcza na Zachodzie, trwa ucieczka od konfesjonału i kryzys spowiedzi.
 
Dziś także słyszymy pytania: - Czy to konieczne, aby spowiedź wyglądała tak, jak dotąd. - Czy nie można przyjąć zasady ogólnej absolucji tak, jak w niektórych Kościołach na Zachodzie Europy. - Czy czasem nie wystarczy osobista, gorąca modlitwa o przebaczenie wypływająca z autentycznego żalu itp. Wszystkie te opinie i postulaty wypływają z osobistego doświadczenia osób spowiadających się, ze strachu i wstydu podczas spowiedzi. Niestety, postulowane wyżej propozycje rozwiązania problemu w małym stopniu prowadzą do bardziej autentycznego spotkania z Bożym miłosierdziem. Te propozycje mają na celu złagodzenie stresu związanego z wstydem i lękiem, ale zarazem niekoniecznie prowadzą do odkrycia istoty sakramentu pojednania, a to przecież ma być właściwy sens spowiedzi.
W recenzji książki "Wyznanie i przebaczenie" Elżbieta Adamiak przyjmuje tę samą perspektywę patrzenia na spowiedź, jaką przyjmuje autor książki. Delumeau to człowiek zainteresowany zjawiskiem, jednak również przez spowiedź zraniony. Tak więc i autor i jego recenzent przyjmują za oczywisty punkt wyjścia, sytuację człowieka zranionego przez doświadczenie spowiadania się. Być może jest to doświadczenie każdego katolika. Jednak może da się odnaleźć takie wymiary spowiedzi, które warte są tego powszechnego zranienia. Ten punkt wyjścia chciałbym przyjąć przy podejmowaniu tematu: etyka spowiadania.
 
Co to jest spowiedź?
 
Według Katechizmu Kościoła Katolickiego, spowiedź jest to jeden z sakramentów uzdrowienia (obok sakramentu namaszczenia chorych), którego zadaniem i wewnętrzną treścią jest dawanie człowiekowi możności powrotu do łaski chrztu. W starożytności zresztą nie było takiej jak dziś dyskusji, czy i ile razy powinienem się spowiadać, ale była inna: jak, kiedy i ile razy w ciągu życia można uzyskać wyzwalającą łaskę przebaczenia Bożego. Jak otrzymać uzdrawiającą moc przebaczenia Boga, którego przyjaźń utraciłem przez nieszczęście grzechu? Stąd dające nadzieję rozstrzygnięcie pierwszego Kościoła w dziele "Pasterz" Hermasa (przełom I i II w.), że po chrzcie nie tylko jeden raz jeszcze w ciągu życia będzie można uzyskać przebaczenie, ale będzie można uzyskać je więcej razy. Było to zwycięstwo duszpasterskiego podejścia pasterzy Kościoła do grzeszników, które otwarło drogę częstej celebracji sakramentu.
 
Każdy bowiem sakrament celebrowany w wierze Kościoła jest:
1. Zwiastowaniem orędzia Dobrej Nowiny o miłości Boga do człowieka. Miłości, która nie waha się pójść na krzyż, aby tylko otworzyć człowiekowi drogę do pojednania się z Bogiem.
2. Celebracją wydarzenia zbawczego - życia i dzieła Syna Bożego, Mesjasza, który w tym miejscu i w czasie "uobecnia" dzieło zbawienia: nauczania, uzdrawiania i ofiary za kogoś, czyli wyzwolenia od winy i nadania przywileju - godności dziecka Bożego.
3. W tej konkretnej celebracji - spowiedzi - dokonuje się ukryty wewnątrz zewnętrznego rytu dramat spotkania Boga Ojca z Synem - jak pisze Adrienne von Speyr w swojej książce "Spowiedź" - aktualizuje się tutaj, dla tego właśnie penitenta "postawa spowiedzi Syna".

Von Speyr mówi, że sakramenty są odzwierciedleniem życia Pana, tam też znajdują swą prawdę i prawzór. Podczas życia na ziemi, Jezus "trwał przed Ojcem w postawie jaką powinien przyjmować penitent wobec spowiednika, Kościoła i samego Boga: w całkowitej, niczego nie skrywającej otwartości, w nieustannej gotowości przyjęcia Ducha Świętego, w pewności znajdywanej nie w sobie samym, lecz w Ojcu i Jego Duchu". Jego układ z Ojcem stale zawiera i obejmuje spowiedź: wyznanie grzechów, skruchę i zadośćuczynienie człowieka, jak też rozgrzeszenie udzielane przez Boga. Syn Boży stawszy się człowiekiem dzieli los oddalonych od Boga ludzi. Żyje jako jeden z tych oddalonych. Jezus, w miarę jak nabiera ludzkiej wiedzy o grzechu, coraz bardziej bierze go na siebie. Po to, by Ojciec patrząc na Niego, widział również, jak coraz pełniej bierze na siebie winę świata. W ten sposób, ten który zna prawdę o grzechu, jest tym, który go w prawdzie wyznaje. Kiedy grzesznik wyznaje swe przewinienia na spowiedzi, wówczas między nim i grzechem zachodzi podwójna relacja: uznając i wyznając winę, utożsamia się z nią, a zarazem uznaje siebie za grzesznika. Uznając jednak winę za swoją, równocześnie dystansuje się od niej przez akt żalu. Grzesznik wiąże się ze swoją winą po to, by się od niej uwolnić. Odprawia spowiedź, bo chciałby po niej rozpocząć nowe życie. Syn - Chrystus podobny jest do takiego penitenta tęskniącego za nowym życiem, ponieważ otrzymał od Ojca misję zaniesienia ludziom nowego życia, nowego Przymierza. Jako Bóg-Człowiek nie chce i nie może występować wobec Ojca jako "lepiej wiedzący".

Oznacza to bezgraniczne posłuszeństwo oraz wyznanie nie ubarwione, nie zaśmiecone ludzkimi dywagacjami, wolne od przywiązania do pewnych grzechów, które komuś wydają się interesujące, lub wybaczalne. Osąd, ocenę, rozłożenie akcentów w całości pozostawia Ojcu - do tego stopnia, że "w chwili najgłębszych ciemności wyznania na Krzyżu, Syn przestanie Ojca rozumieć. Prowadzenie pozostawia samemu Ojcu. Rozgrzeszenie z wszystkich grzechów, jakie na sobie nosił, otrzymuje dopiero na Krzyżu, dopiero w momencie śmierci". Nasze grzechy nosił tak bardzo serio, że w chwili śmierci - mówi von Speyr - nie wykluczał nawet możliwości potępienia. W Jego spowiedzi jest zdanie się całkowicie na wolę Bożą wobec Niego. Nie spowiada się pod warunkiem, że dane Mu będzie rozgrzeszenie. Zmartwychwstanie oddzielone jest od śmierci na Krzyżu przez ciszę Wielkiej Soboty.
 
Podsumowując teologiczną wizję von Speyr: "postawa spowiedzi" oznacza całkowite, bezwarunkowe powierzenie się grzesznika Trybunałowi Sądu Boga, ze świadomością, że nie zasługuje on na usprawiedliwienie, ale powierza się jednak z nadzieją na zmartwychwstanie, które może dać za darmo tylko sam Bóg, który przebacza.
 
Ludzie - uczestnicy spowiedzi
 
Dalej idąc, w spowiedzi sakramentalnej w Kościele spotyka się dwóch ludzi: ksiądz i penitent, którzy wtedy spotykają się naprawdę, kiedy obaj tak, jak Syn Boży przyjmą postawę spowiedzi: wyznania swojej grzeszności z nadzieją na niezasłużone usprawiedliwienie przez Boga. Dla księdza oznacza to gotowość do wysłuchania i przyjęcia na siebie winy grzechu penitenta. I tak, spowiednik obciążony grzechem penitenta, który co dopiero usłyszał, staje wobec Sądu Bożego w postawie wyznania i żalu za niego. Wtedy słowa Dobrej Nowiny - Ewangelii - jakie wypowiada do penitenta: "ja odpuszczam tobie grzechy" wypowiada jednocześnie do siebie i do niego. Są to słowa Dobrej Nowiny dające zmartwychwstanie.
 
Tak samo penitent (grzesznik) stoi w postawie spowiedzi wobec księdza, Kościoła i Boga i wie, że ma prawo - jak Syn na Krzyżu - oczekiwać tylko śmierci. Jednak staje z nadzieją, że przez tę śmierć w ramionach Ojca przejdzie do zmartwychwstania. Pytamy, czy ktokolwiek z nas, czy naszych penitentów, ma świadomość tego, co dokonuje się naprawdę podczas celebracji spowiedzi. Że to Syn Boży w miejscu grzesznika staje wobec Boga - Ojca w postawie spowiedzi, wyznaje moje grzechy i wkracza w ciemność tego wyznania jak w ciemność śmierci na krzyżu? Bez względu na to, czy mamy tego świadomość, czy nie, od chwili naszego chrztu takie "zastępowanie" nas przez Syna - Chrystusa będzie działo się bezustannie. "Gdy bowiem my nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami". (Rz 8,26) Łatwo sobie wyobrazić, jak trudne jest dla człowieka przyjęcie duchowej postawy podobnej do "postawy spowiedzi Syna" wobec Boga. Jest to w praktyce pewien ideał, który staje się osiągalny tylko dzięki "zastępstwu" przez Chrystusa, a który może stawać się, w ciągle niedoskonałej formie, drogą duchową chrześcijanina. Zdaje się, że "postawa spowiedzi" była osiągnięta przez niektórych świętych Kościoła (wystarczy wspomnieć najmłodszego doktora Kościoła - Teresę z Lisieux, która umierała w poczuciu całkowitej pustki i nieobecności Boga, a jednak konając wypowiedziała słowa "Kocham Cię, Panie Boże").
 
strona: 1 2




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2014   |  Facebook