logo
 
A
A
A
 
Bartłomiej Szkudlarek
Jak pokonać złodzieja łaski? | Szum z Nieba
Bóg składa we mnie całą pełnię łaski, gdy przyjmuję Komunię świętą. Przychodzę na spotkanie modlitewne i jest rewelacyjnie. Przeżywam w tej łasce kilka dni, ale potem mam wrażenie, że trochę mi jej wyleciało. Którędy nam ona ucieka? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że przeważnie przez głowę – przez nasz sposób myślenia, ale także przez postawę serca…
 
Ja – złodziej
 
Kiedyś św. Faustyna zapytała: „Jezu, dlaczego Ty mnie tak obdarowujesz? Tyle łask od Ciebie otrzymuję”. Rzeczywiście, mało który święty tyle otrzymał, a ona była tego świadoma. Pan Jezus odpowiedział jej wprost: „Ponieważ nie kradniesz moich łask, nie przywłaszczasz ich sobie” – czyli po ignacjańsku mówiąc: nie gnieździsz się w cudzym gnieździe. W czym to przywłaszczanie się przejawia? W tym, że gdy stanie się coś dobrego, to właśnie sobie przypiszę autorstwo tego sukcesu. Gdy ktoś mnie pochwali, że dobrze zagrałem na gitarze – uznam, że to zasługa mojego talentu. Albo jeśli ty w posłudze wstawienniczej pomodlisz się za kogoś, a on za jakiś czas ci powie: „Wiesz, aż mi się ciepło wtedy zrobiło, zostałem uzdrowiony” – niepostrzeżenie zacznie ci chodzić po głowie: „Super byłem na tej modlitwie”. Gdy pójdziesz za tą myślą, wpuścisz złodzieja, który odbierze ci radość z bycia sługą Pana. Efektem będzie smutek.
 
"Porównywalka.pl"
 
Ojciec Józef Kozłowski SJ, założyciel wspólnoty „Mocni w Duchu” powiedział, że chrześcijanin robi w życiu dwa największe błędy, które przekładają się potem na jego przywary: zazdrość i porównywanie się. Taka „porównywarka.pl” wie wszystko: kto jakim samochodem jeździ, jaką ma żonę, gdzie pracuje, ile zarabia i jakie ma perspektywy. Jadę więc sobie po spotkaniu modlitewnym do domu i myślę: „Ten Maciek to ma dobrą pracę. Awansuje, zarabia trochę więcej ode mnie…”. Zaczynam się z nim porównywać – a radość z tego, że ja i moja rodzina mamy co jeść, ucieka w siną dal. Mój uśmiech gaśnie. A nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że im więcej Maciek zarabia, tym bardziej mi ten uśmiech z twarzy schodzi. I chociaż Bóg nadal się o mnie troszczy, ja tego nie dostrzegam, bo cały czas myślę, że tamten ma więcej. Wyobraź sobie, że przychodzisz do wspólnoty, modlisz się pięknie przez całe spotkanie. A potem wracasz do domu i myślisz sobie: „Jak ten fajnie mówił. A jak ta super wygląda (z roku na rok coraz młodziej, jak ona to robi?). No i tamta znalazła już sobie narzeczonego (razem startowałyśmy w poszukiwaniach, a ja dalej jestem sama!)”. Za takimi myślami stoi diabeł, który chce ci odebrać radość z bycia dzieckiem Bożym i z posiadania całej pełni łaski.
 
Dyktator
 
Dyktator to ktoś, kto dyktuje innym, co mają robić. Ja na przykład bardzo często dyktuję Bogu, co On ma zrobić, gdy modlę się za kogoś. Przykład? Przedwczoraj poszedłem do kaplicy, siedział tam młody chłopak i minę miał nietęgą. Przyszła mi konkretna myśl o tym, co mu dolega (mogło to być wewnętrzne poznanie). A co ja z nim zrobiłem? Wychodząc z kaplicy, modliłem się: „Panie Boże, zrób to i to, żeby on był szczęśliwy”. Ale gdy przechodziłem przez przejście dla pieszych, oświeciło mnie: „Co ja w ogóle gadam? Ja dyktuję Bogu, co On ma zrobić?!”. Nawet jeśli miałem dobre poznanie, że temu chłopakowi właśnie to dolega – to czy ja będę Jezusowi mówił,w jaki sposób On ma działać? Dlatego warto na modlitwie wyłączyć swojego dyktatora i po prostu opowiedzieć Jezusowi o osobie, za którą chcę się modlić. A Pan Jezus już będzie wiedział, jak rozwiązać jej problem.
 
Człowiek kompromisu
 
Brzmi pięknie, bo człowiek kompromisu to ktoś fajny. A jednak kryje się za tym coś, co pozbawia nas łaski Bożej, radości i szczęścia. Gdy anioł przyszedł do Maryi, powiedział do Niej: „Bądź pozdrowiona” i zaraz dodał: „Raduj się, pełna łaski”. Gdy ktoś jest pełen łaski, to naprawdę nie ma nic innego do roboty niż się radować, taki jest szczęśliwy. My też do tego jesteśmy powołani i mamy takie możliwości, ponieważ mamy Boga. Mamy Jego Ciało, Jego Ducha, Jego Kościół – całą pełnię. Niczego nam nie brakuje, a jednak czasami chodzimy smutni. Człowiek kompromisu to ktoś, kto wchodzi w kompromis z diabłem. Jak to się odbywa? Diabeł podsuwa mu jakąś myśl, aby go zasmucić. Tego, kto już idzie za Jezusem, trudno jest skusić pokusami oczywistymi – gołej baby już mu nie postawi, bo ten się na to nie nabierze. Dlatego diabeł wobec takich ludzi używa subtelniejszych pokus. Nie będzie to więc goła baba, ale np. myśl: „Koleżanka z pracy czegoś potrzebuje, a taka ładna jest”. Pomyślisz więc sobie o niej jeszcze przez chwilę: „Włosy ma ładne. I dobrze się ubrała”. A gdy jakiś czas potrwasz w tej myśli, to diabeł odstępuje i zapominasz o niej. Jednak już mu rękę podałeś, już ci trochę od niego zaśmierdła, już trochę ścieżki sobie wydeptał… Następnego dnia spotkasz w pracy tę koleżankę i inaczej na nią spojrzysz. Ale tylko troszeczkę, więc nadal nic cię nie niepokoi. Jednak za rok, po trzystu dniach takiego spotykania się i takich myśli – już jesteś dużo bliżej tej kobiety. A za dwa lata może zdarzyć się o wiele więcej. Gdy wchodzimy w jeden choćby kompromis ze złym – mnóstwo łask nam przez niego ucieka. Masz żonę, jest piękna, zakochałeś się w niej kiedyś, ale… koleżanka jest o dziesięć lat młodsza. Twoja żona ciężko pracuje, macie dzieci, a tamta nie. Wiesz, do czego zmierzam? Generalnie nam, facetom, takie myśli przychodzą nieświadomie. Walka zaczyna się dopiero od momentu, kiedy uświadomisz sobie, że masz taką myśl i trzeba zdecydować, czy ona ma prawo być w twojej głowie, czy nie. Jeśli świadomie zaczynasz smakować tę myśl: „Niesamowicie podobają mi się włosy tej dziewczyny!” – to właśnie się sprzedałeś. Wszedłeś w kompromis z diabłem i podałeś mu rękę. A potem wracasz do domu, żona obiad zdążyła ci zrobić, więc siadasz do stołu i patrzysz. Żona akurat tego dnia jest trochę nieuczesana, niezbyt ciekawie ubrana, więc myślisz: „Jednak ta koleżanka z pracy jest ładniejsza”. To tylko taka krótka myśl, ale wystarczy. Jeśli jej nie odrzucisz, ale pozwolisz powracać – zrobi się z tego tysiąc myśli i już nie będziesz się zachwycał swoją żoną.
 
Walka duchowa zaczyna się od myśli...
 
Napisałem o facetach, a przecież dziewczyny też takim kompromisom ulegają. Siedzicie sobie w domu, gdy nagle przychodzi myśl o jakimś mężczyźnie z pracy, ze wspólnoty, może o sąsiedzie. „Jest taki zaradny. Męski i twardy, a jednocześnie ciepły i wrażliwy – dzieci kocha, psy kocha. I kurs masażu podobno zrobił! A przy tym dobrze tańczy. I w dodatku inteligentny…” A mąż siedzi w pokoju obok, ogląda mecz i jakoś tak wygląda na mało rozgarniętego. I chociaż ten mąż jest świadomie wybrany i ogólnie fajny, to sąsiad wydaje się fajniejszy. Pokazuję tutaj pewien mechanizm, jak zły duch do każdego z nas – do mnie i do ciebie, bez żadnego wyjątku – udeptuje sobie ścieżki. A później wierci nam dziury w duszy, żeby tylko wysysać łaskę, którą Bóg w nas złożył. Jeśli będziemy w te kompromisy częściej wchodzić, to na każdym polu – finansowym, osobistym, moralnym – będziemy w końcu tak słabi, że ulegniemy pokusie. A wtedy albo zginiemy, albo zagubimy się na długie lata. Musimy więc mieć świadomość, że walka o nasze myśli to podstawowy mechanizm działania złego ducha. Wystarczy nie myśleć o tym, o czym myśleć nie powinniśmy – bo ulatuje nam wówczas ta upragniona łaska.
 
Kontrofensywa
 
Kiedy nie możesz poradzić sobie z pokusami, to jest czas na poważne rekolekcje, na głęboką spowiedź i wzięcie się za siebie, bo mowa tu o niebłahym zniewoleniu. Jeżeli jednak masz możliwość walczyć, to nie składaj broni. Walka toczy się na etapie kompromisu – dużo wcześniej niż przychodzi pokusa do konkretnego czynu – kiedy zły duch dopiero wydeptuje sobie ścieżkę. Pierwszy ślad zrobił, potem drugi, a teraz, gdy ma już autostradę, tak łatwo go nie zatrzymasz! Natomiast masz siłę i możliwość zatrzymać go wcześniej, gdy dopiero szykuje sobie przedpole: „Nie idę na kompromis z myślą o tej dziewczynie z pracy!”. I będzie musiał odejść, ponieważ diabeł zawsze przegrywa, gdy człowiek mu się sprzeciwia. Walkę przegrywamy w momencie pójścia na kompromis, czyli: jeśli negocjujesz z terrorystą, to już przegrałeś! Często mówimy, żeby nie żywić urazy, żeby nie żywić czegoś negatywnego – zwróćmy uwagę na to słowo żywić. Jeśli ja żywię pokusę, czyli karmię ją, dostarczam jej pożywienia w postaci myśli o kimś, to trudno, żeby ta pokusa była słaba, skoro ona jest tak obżarta we mnie! Jeśli mam urazę do kogoś i myślę o tej urazie – to ja ją żywię! I sam karmię potwora, który się we mnie panoszy, a on mnie zżera i zabiera mi łaskę Bożą. Żeby zacząć wygrywać – wystarczy ruszyć głową!
 
Bartłomiej Szkudlarek
Szum z Nieba nr  128/2015
fot. Andrew E. Russell Snake by Shellpot Creek 
Flickr (CC) 
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2017   |  Facebook