logo
 
A
A
A
 
o. Jacek Krzysztofowicz OP
Czy mam prawo rozmawiać z Bogiem?
Na poziomie emocjonalnym doświadczenie grzechu oznacza frustrację, odkrycie, że nie panuję nad swoim życiem, że nie jestem taki, jaki chciałbym być. Czuję się wtedy załamany, zły i wydaje mi się, że Pan Bóg jest nieważny. Dopiero gdy odbuduję dobre samopoczucie, zwracam się do Niego, wprowadzam Go w swoje życie. A na razie muszę odespać, odczekać, odreagować i tak do następnego razu, bez końca. Człowiek nie jest w stanie zbawić się sam, nie potrafi wyrwać się z grzechu o własnych siłach. Gdyby tak było, Pan Jezus nie musiałby umierać i zmartwychwstać. Naszym powołaniem jest: nie chcieć zła i ciągle z nim walczyć, a gdy się zdarza, oddawać je Bożemu przebaczeniu w sakramencie spowiedzi. I ciągle się powierzać Panu Jezusowi w modlitwie. Prosić Go o wybawienie i wyprowadzenie z grzechu.

Grzech, który niszczy

Ale aby nasza modlitwa miała sens, Chrystusowi trzeba powierzać wszystko, a nie tylko to, co dobre, zatrzymując rzeczy złe, z nadzieją, że same się rozwiążą. Jeżeli człowiek konsekwentnie nie powierza swojego grzechu Panu Bogu, to ten grzech go niszczy.

Tak było z Judaszem i Piotrem. Obaj zdradzili, ale Judasz pozostał sam ze swym grzechem i rozpaczą. Piotr zaś zapłakał i poprosił o przebaczenie.

Podobne rozterki dotyczą Mszy Świętej w sytuacji, gdy nie możemy przystąpić do Komunii. Wahamy się wtedy, czy przyjście do kościoła ma w ogóle sens. I tu znów problem leży w złym samopoczuciu. Zamiast pytać: "Jak Bóg na mnie patrzy?" oceniam sam siebie. To jest powtórzenie sytuacji z raju, kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli. Gdy usłyszeli kroki Boga, ukryli się. I dopiero wtedy tak naprawdę odłączyli się od Boga. Nie w momencie grzechu, ale wówczas, gdy przestraszyli się powrotu do Boga. A On przecież nie powiedział: "Adamie, jesteś zły", ale zapytał: "Adamie, gdzie jesteś? Gdzie jesteś, Mój umiłowany synu?". Tak samo jest z każdym grzesznikiem. Bóg nie przychodzi z wyrzutem, tylko szuka i woła: "Dlaczego ukrywasz się przede Mną? Przecież nic się nie zmieniło, przecież dalej cię kocham - czy jesteś dobry i święty, czy grzeszysz. Moja miłość jest niezmienna".

Człowiek chce grzechu i Pana Boga równocześnie, chce się nawrócić, ale nie do końca. Jest udręczony grzechem, ale jednocześnie zło go pociąga. Kiedy zostajemy z tym wszystkim sami, coraz bardziej się gubimy. A trzeba to po prostu ciągle oddawać Bogu w modlitwie i spowiedzi. Gdy wpatrujemy się w Boga, w Jego oczach widzimy miłość. Tam nie ma potępienia, tam jest ratunek.
 
strona: 1 2




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook