logo
 
A
A
A
 
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
Czy można ”zresetować” sumienie?
„Nieczynne” konfesjonały

Gdy ponad 18 lat temu pierwszy raz w życiu wyjechałem z Polski na Zachód, m.in. do Belgii i Francji przeżyłem swego rodzaju „wewnętrzny szok”. W różnych miastach i w licznych kościołach zobaczyłem zamknięte i „nieczynne” konfesjonały - „zagracone” miotłami, taboretami, wiadrami i innymi przedmiotami do sprzątania, czyszczenia i mycia. A później, gdy uczestniczyłem we Mszach Świętych, całe zgromadzenie liturgiczne, prawie wszyscy obecni w kościele przystępowali do Kumunii Świętej. Ani jedna osoba nie zostawała w ławce. Nie wiedziałem o co chodzi? Byłem w szoku i zdezorientowany.
 
Owszem kapłani byli i to nawet „dyspozycyjni”, ale żaden nie pofatygował się, aby usiąść gdzieś „w zaciszu kościoła” i czekać na ewentualnego penitenta. Już nie koniecznie w „zamkniętym konfesjonale”, jeżeli owi wierni faktycznie mają swoistą „klaustrofobię duszy”? Nie było dobrej woli, ani ze strony wiernych i niestety, ani ze strony kapłanów.

Konfesjonały "oblegane"
 
Jak diametralnie inną sytuację zastałem w kilka lat później, latem 1991 roku, w czasie wizyty w Rosji, na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Gdy zajechaliśmy do jednej z polskich wiosek koło Żytomierza, odwiedziliśmy tamtejszą parafię, ludzi, domostwa i miejscowego proboszcza. Zastaliśmy tam wyjątkową gościnność i otwarte serce księdza proboszcza, starszego i sędziwego kapłana, który przeszedł w swoim życiu najcięższe więzienia komunistyczne i łagry sowieckie, na Workucie skończywszy, a teraz starszy, schorowany i fizycznie zniszczony, ale z ochotą i wielkim jeszcze zapałem posługujący swoim wiernym. Ponad godzinę przed Mszą Świętą niedzielną spowiadał swoich parafian licznie „oblegających” konfesjonał. Wierni także z wielkiej osobistej i wewnętrznej potrzeby przystępowali do sakramentu pojednania, mówiąc że długo nie mieli swego kapłana, a teraz nie wiedzą jak długo jeszcze będą mogli cieszyć się jego obecnością? Faktycznie, krótko po naszym wyjeździe ów kapłan umiera. Otrzymaliśmy później smutny, ale i wymowny list od wiernych z tej parafii na Ukrainie; że ich ksiądz proboszcz tuż przed śmiercią zakonsekrował im bardzo dużą ilość Najświętszej Eucharystii, aby później, gdy nie będą mieli kapłana, mogli się sami komunikować. Ale jednak - piszą dalej - po dłuższym czasie odczuwali potrzebę spowiedzi świętej, wewnętrznego oczyszczenia się, mimo to nadal nie mieli dostępu do kapłana. Aż w końcu postanowili tak: w konfesjonale położyli Krzyż Chrystusa i kolejno jeden po drugim przystępowali ze łzami w oczach i spowiadali się „przed Samym Chrystusem”!

Co za piękne i wzruszające świadectwo wiary tych biednych ludzi, jakże inne od postępowania ludzi na Zachodzie Europy.
 
Zderzenie z rzeczywistością
 
Później, będąc już na studiach w Szwajcarii, często jeździłem z posługą pastoralną i zastępowałem miejscowych księży. Pewnego razu, będąc w miejscowości Tavannes (w Jura Bernois), w diecezji Basel, zapytałem grzecznie miejscowego proboszcza, na co mam zwracać uwagę, przepowiadając i głosząc homilie do miejscowych wiernych, usłyszałem takie słowa: „Przede wszystkim, żebyś nie mówił o grzechu, bo wy polscy księża lubicie nieustannie mówić o grzechu, straszycie, a nam to się nie podoba”. (sic!) Kolejny szok i „zderzenie z rzeczywistością”. Niestety ze smutkiem trzeba stwierdzić, spora część kapłanów na Zachodzie nie tylko nie budzi sumień i poczucia grzechu, ale „pogodziła się już z jego zanikiem”. Nawet samo pojęcie spowiedzi świętej znika powoli z tzw. „języka kościelnego”. Księża we Francji, Szwajcarii, Kanadzie (jeszcze) są, ale tłumaczą się, że jest ich zbyt mało (?), by mogli indywidualnie spowiadać swoich wiernych. Niestety, to jest całkowite nieporozumienie!

Powołania do Kapłaństwa są i będą, a ludzie będą się gorąco o nie modlić, jeżeli będą odczuwać i widzieć, że kapłani uczciwie i sumiennie spełniają swoje zadania i obowiązki wypływające z sakramentu kapłaństwa. Podstawowym obowiązkiem każdego kapłana jest „szafowanie” świętymi sakramentami; wypełnianie sakramentu pojednania i sprawowanie Eucharystii. Regularna spowiedź święta prowadzi do słuchania głosu sumienia, a jeśli potrafimy słuchać własne sumienie, to często rodzić się będzie jeszcze w naszych sercach dodatkowe pytanie ewangelicznego młodzieńca: „Panie, co mam jeszcze czynić?” Właśnie to pytanie, jest kluczem do „bramy zbawienia”. Człowiek sumienia i nadziei zastanawia się nad sobą i stawia liczne pytania. Jesteśmy wszyscy pokoleniem nadziei, gdy pytamy o prawdę, o sens życia, o dobro. Najlepiej uczymy się wnikać w głębiny naszego sumienia, spowiadając się.
 
strona: 1 2




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook