logo
 
A
A
A
 
ks. Pierre Descouvemont
Dlaczego mam się spowiadać?

Nie czuję się aż tak wielkim grzesznikiem

Zauważmy, że wiele współczesnych nurtów myślowych próbuje nas przekonać, że pojęcie grzechu należy do przeszłości. Przypomnijmy zatem, że - aby uznać się za grzesznika, potrzeba:

- odwagi uwierzenia, ze jest się wolnym, nawet pośród wielorakich uwarunkowań życiowych. Kto się spowiada, ten uznaje, ze zgrzeszył z własnej winy;

- wiary w istnienie Prawa, które Bóg stawia przed nami jako przykazanie. Kto się spowiada, też uznaje, że nie zawsze był wierny przykazaniom miłości Boga i bliźniego.

Wciąż od nowa popełniam te same grzechy

To stwierdzenie - będące wyrazem zniechęcenia - jest, zdaniem niektórych, dowodem, że nasze spowiedzi nie służą niczemu.

Ma ono jednak tę dobrą stronę, że przypomina nam o konieczności podejmowania dokładnych i praktycznych postanowień w chwili odbycia spowiedzi: chodzi o to samo postanowienie i pragnienie zmiany, które chcemy poddać uświęcającemu działaniu rozgrzeszenia, udzielanego przez kapłana. Jeżeli nasze spowiedzi są nieskuteczne, dzieje się tak często dlatego, że nie podjęliśmy właściwego postanowienia: takiego, które byłoby wyrazem naszych prawdziwych potrzeb i możliwości.

Pamiętając o tym, nie powinniśmy jednak dziwić się częstemu popadaniu w te same grzechy. Jak dobrze, że Bóg chroni nas przed popełnianiem grzechów nowego rodzaju!

W mocnym postanowieniu, które podejmujemy, możemy być zupełnie szczerzy, nawet, jeśli znając naszą ludzką słabość przewidujemy, że może ona nas znów doprowadzić do kolejnego upadku. Nasz charakter i nasze słabości pozostają przecież, niestety, wciąż te same!

Inaczej mówiąc, kiedy się spowiadam, nie podejmuję postanowienia,, że już nigdy nie będę się spowiadał, ponieważ nie mogę być pewien, że nie będę już grzeszył! Przeciwnie - uznaję, że jestem i do samej śmierci pozostanę grzesznikiem potrzebującym przebaczenia.

Nie wiem, co mam mówić

Dawniej, przygotowującym się do spowiedzi polecano przeprowadzenie rachunku sumienia w oparciu o dziesięć przykazań Bożych i pięć przykazań kościelnych.

Dziś nie bardzo już wiemy, co jest grzechem, a co nim nie jest! Nie wiemy już w każdym razie, z czego się spowiadać. Niezwykle ruchliwe życie, jakie obecnie prowadzi wielu z nas, wydaje się nie sprzyjać życiu wewnętrznemu, ani rachunkom sumienia.

Jezus, jak wiemy, nie przyszedł znieść dziesięciu przykazań: nadal więc możemy spowiadać się według nich. Kościół jednak wzywa nas dziś do coraz częściej do przyglądania się naszemu życiu także w świetle wymagań ewangelicznych:

-  Panie, mówisz mi, że mam się zbytnio nie troszczyć o jutro, a ja boję się, że...

- Mówisz mi, że mam kochać mojego bliźniego tak, jak Ty go kochasz, a ja go kocham o wiele mniej.

- Mówisz mi, że mam się modlić i nie ustawać, a ja modlę się o wiele mniej i o wiele gorzej.

Konsekwentnie, dobrze jest też uświadomić sobie, w jaki sposób, grzeszymy myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem.

Słusznie też mówi się dziś tak wiele o naszej współodpowiedzialności za wszelkie zło i niesprawiedliwości na świecie (głód i niedożywienie, AIDS, wojny, nierówności społeczne, rasizm, tortury itd.).

Jednakże te grzechy zbiorowe, za które rzeczywiście ponosimy pewną odpowiedzialność, nie powinny przesłaniać nam grzechów osobistych. Nie ma nic bardziej zniechęcającego niż ciągłe mówienie o grzechach całego świata, z którym nie łączyłoby się realistyczne widzenie tego, co my sami możemy zrobić już teraz, dzisiaj, sami czy razem z innymi, aby świat stał się lepszy.

Nie czuję potrzeby spowiadania się

Rzeczywiście, nie zawsze wykonujemy czy chcemy wykonać nawet takie rzeczy, które są bardzo potrzebne. Pomyślmy choćby o tym, co czujemy w przeddzień koniecznej operacji chirurgicznej! Nie możemy jednak opierać naszego życia chrześcijańskiego wyłącznie na tym, czego chcemy czy czegoś nie chcemy.

Ryzykowalibyśmy bowiem wówczas zaniedbanie obiektywnie ważnych spraw: modlitwy, troski o ubogich, wielu naszych zaangażowań, itd.

Ogromna rola spowiedzi nie polega przede wszystkim na zaspokojeniu psychicznej potrzeby zwierzania się. Podczas spowiedzi kapłan jest bardziej pośrednikiem, którego prosimy o pomoc w uzyskaniu Bożego przebaczenia aniżeli słuchaczem naszych zwierzeń.

Należy jednak przyznać, że jest w spowiedzi także i ów element zwierzania się. Kapłan jest często pełnym podziwu świadkiem duchowego i psychicznego wyzwolenia, które osiąga penitent zrzucający z siebie brzemię szczególnie ciężkich grzechów: jakiś wstydliwy nałóg, jątrzącą nienawiść, dzika zazdrość, niewierność małżeńska czy długi ciąg kłamstw. Oczywiście, świadomość faktu, że spowiednik jest zobowiązany do bezwzględnego zachowania tajemnicy, bardzo ułatwia zwierzenie się.

Pewien stary kapelan więzienny, który towarzyszył wielu przestępcom kryminalnym w ich ostatniej drodze - a czynił to przez wiele lat - opowiedział, nie zdradzając przy tym żadnego sekretu, co najbardziej go uderzało przez cały ten czas. Otóż, wczesnym rankiem, w dniu, w którym miała odbyć się egzekucja, najwięksi zbrodniarze nigdy nie oskarżali się z czynów, za które zostali skazani na śmierć, i które były znane wszystkim, lecz szukali w pamięci najbardziej ukrytych grzechów młodości, które stały się początkiem ich życiowej porażki.

 
strona: 1 2 3 4 5




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook