logo
 
A
A
A
 
pytanie i odpowiedź
Ile można przed ślubem? Gdzie jest granica grzechu?
Ile można przed ślubem? Gdzie jest granica grzechu?


Zadziwiające, jak w dzisiejszych czasach, z jednej strony, mówi się tak dużo o wolności, a z drugiej chce się uciec od odpowiedzialności. Poszukiwanie jasnego prawa, które by regulowało bycie we dwoje przed ślubem, jest często taką ucieczką od odpowiedzialności. Chrześcijaństwo nie polega doprawdy na perfekcyjnej znajomości doskonałego prawa, ale na żywej relacji z Bogiem, która - obiektywizowana we wspólnocie Kościoła - umożliwia dokonywanie właściwych wyborów. Moim zdaniem, narażamy Ewangelie na śmieszność, kiedy staramy się - w imię Ewangelii właśnie - określić, czy chłopak może pocałować tylko w policzek, a może w kolano, a może w udo, a może w jeszcze cos innego, żeby nie było grzechu...

Przekroczenia granic w tak delikatnej kwestii jak kontakt z chłopakiem nie da się wymierzyć za pomocą linijki. Trzeba tu wrażliwości, wyobraźni i żywego kontaktu z Bogiem. Jeśli autentycznie się modlisz, to będziesz wiedziała... Rzeczywistość grzechu to nie moralna matematyka. Co prawda, dawniej niektórzy moraliści starali się precyzyjnie określić regiony ciała, gdzie można pocałować druga osobę, a gdzie już nie można, ale - na szczęście - to już historia. Jeśli sumienie cos ci wyrzuca, to podziel się tymi wyrzutami ze spowiednikiem lub inna, doświadczona w sprawach wiary osoba.

Prawo czy linijka nie zastąpi dobrze uformowanego sumienia. Sumienie można "przekabacić", ale to nie znaczy, że sformułowanie jakiejś reguły załatwia sprawę. Przecież naprawdę nie trzeba dużej wyobraźni, aby wyobrazić sobie grzeszenie we dwoje bez orgazmu. Co więcej, takie robienie wszystkiego, aby tylko nie doprowadzić sie do orgazmu (bo to rzekomo granica grzechu), może być po prostu żałośnie śmieszne, jeśli nie obłudne.

Twoim problemem nie jest tak naprawdę seks, ale kontakt z Bogiem. Legalistyczne, a zarazem karkołomne poszukiwanie krętych granic grzechu może być jedynie ucieczka od Boga i od siebie samej. Nie myśl, co by tu zrobić, żeby cos zrobić, a nie zgrzeszyć, ale o tym, jak być czysta w oczach Boga.

Wiem, ze moja odpowiedz to nie to, czego oczekujesz, ale może oczekujesz nie tego, czego należałoby oczekiwać!?

Z modlitwa.
Dariusz Kowalczyk SI
***

Do klasycznej wypowiedzi ks. Kowalczyka dodałbym własną refleksję. Pytający (tu i w innych miejscach) o to, co można a czego nie można, odkąd jest grzech a dokąd nie (szczególnie w sprawach seksu) tak naprawdę przychodzą do Kościoła z pytaniem o własną intymność. Tym samym wystawiają ją na widok, poddają ocenie ogółu. Rodzi się taka zależność, jeśli jest pytanie, to powinna być odpowiedź. I Kościół, ustami swoich wiernych i kapłanów, odpowiada. Tak jak potrafi najlepiej ale odpowiada. Odpowiedzi są różne, czasem bardzo kontrowersyjne, czasem bardzo bezpośrednie. I wtedy słychać reakcję (z reguły nie są to osoby pytające): "Kościół włazi nam z butami do sypialni, zagląda pod kołdrę, wara!". No i trochę racji mają. Rodzi się paradoksalna sytuacja. Z jednej strony pytanie-odpowiedź a z drugiej przełamanie (na własne życzenie) pewnej bariery intymności, upublicznienie jej. To musi przynieść konkretne skutki.

Pytanie co robić? Po pierwsze to nie spać na niedzielnej Mszy tylko uważać. Bo akurat w ostatnią niedzielę czytano fragment Ewangelii wg św. Mateusza (18,15-20) który ukazuje drogę postępowania bardzo wyraźnie, pozwolę go sobie przytoczyć więc in extenso:

"Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich
".

Wnioski dla naszego konkretnego przypadku i pytania co wolno a co nie wolno w seksie:

Krok pierwszy - to powinni wyjaśnić sobie sami zainteresowani w cztery oczy, czyli on i ona powinni odbyć szczerą rozmowę albo szereg takich rozmów.
Krok drugi - jeśli to nie przyniesie skutków, do sprawy trzeba włączyć wąskie grono zaufanych: najbliższy przyjaciel, ksiądz, lekarz.
Krok trzeci - publiczne pytanie do Kościoła.

Jeśli i to nie da satysfakcjonującej odpowiedzi to znaczy, że trzeba się poważnie zastanowić, czy życie uczuciowe zainteresowanych warte jest kontynuowania. Nic bowiem na siłę. Jeśli bowiem mamy ciągle wątpliwości i ciągle te same problemy we właściwym przeżywaniu relacji damsko-męskich to może nie brnąć w to dalej, nie rozwijać czegoś, co będzie przynosiło obojgu wątpliwości, cierpienia i targało ich sumieniami. Czyli koniec końców wracacie sami do siebie. Relacja kobieta-mężczyzna też jest Kościołem na bardzo podstawowym, rodzinnym poziomie.

Verba Docent
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook