logo
 
A
A
A
 
Pytanie i odpowiedź
Jestem bardzo młodą katoliczką. Mam dopiero pół roczku.
Jestem bardzo młodą katoliczką. Mam dopiero pół roczku. Pół roku temu urodziłam się jakby na nowo. Moje życie zaczęło mieć sens. Wszystko zaczęło się od oazy. Trafiłam do niej już rok temu, ale dopiero we wrześniu przydzielili nam nowego księdza. Jak zwykle byłam do niego bardzo sceptycznie nastawiona. Ale od początku miałam przeczucie, że to, iż go spotkałam nie było przypadkiem. Szybko się przekonałam, że moje przypuszczenia były prawdziwe. Na początku poprosiłam go o spowiedź świętą. Bałam sie, ale jak się okazało - nie byłam sama. W rozmowie przed spowiedzią ks. Piotr wyznał, że też bardzo się boi - nie chciał zawieść moich oczekiwań. Spowiedź była fantastyczna, choć podobno nie powinno się mówić tutaj o sprawach uczuć. Od tamtej pory zaczęłam regularną spowiedź u ks. Piotra. Coraz bardziej mu ufałam. I w końcu stało się - zaczęliśmy rozmawiać na temat mojego życia, tego, co było kiedyś. Wyjął ze mnie wszystkie brudy mojego życia. Nie raz zdarzało się, że płakał razem ze mną, gdy opowiadałam mu o przeszłości. Pomógł mi w wielu rzeczach. I nadal pomaga. Myślę, że najważniejsze w kierownictwie duchowym jest całkowite zaufanie - zaufanie obustronne. Jeśli go zabraknie - rezultaty będą marne. Oczywiście są rzeczy, które wymagają czasu, o których nie da się mówić z pierwszej ręki. Ale ważne jest, by kierownik o tym wiedział. Współpraca... z kierownikiem duchowym jest również jedną z najważniejszych cech kierownictwa. Wiem na swoim przykładzie, że jest mnóstwo rzeczy, o których chce się zapomnieć, wyrzucić je z pamięci. Ale właśnie teraz trzeba je zaakceptować, bo one tworzą MNIE. To nie jest proste, ale z pomocą kierownika, który jest narzędziem w rękach Boga - wszystko jest możliwe... Ks. Piotr nie tylko pomaga mi uporać się z przeszłością, ale też pomaga teraz, w dzisiejszych problemach. Jest jedyną osobą, która zna każdy szczegół mojego życia. Ale wciąż odkrywa coś nowego, co pozwala mu coraz lepiej prowadzić mnie ścieżką prowadzącą do Boga. Wiem, że przede mną jeszcze bardzo długa droga. I jestem bardzo wdzięczna Bogu, że postawił na mojej drodze kogoś tak cudownego, kto przecież całkowicie odmienił moje życie. I wiem, że kierownictwo duchowe nie jest na rok, czy na dwa lata, ale na kilanaście, może nawet na kilkadziesiąt lat. Przecież nigdy nie ma tak, żeby nie było problemów. Na szczęście już dziś wiem, że człowiek stale potrzebuje pewnej ilości cierpień, trosk i bólu, tak jak statek potrzebuje balastu, aby mógł płynąć prosto i równo.
Czekam na wasze opinie, doświadczenia... Magda.

Magda, oczywiście, że warto obiektywizować swoje życie duchowe przez sakramentalną więź z Bogiem, towarzyszeniem przez kogoś, kto sam przeszedł drogę, w którą ja wchodzę.
 
Piszesz, że przy okazji tematu kierownictwa duchowego nie powinno się mówić o sprawach uczuć. jednak pozostała część Twojego postu ma duży ładunek uczuć. Powiem prosto: częste, otwarte spotkania, gdzie zazwyczaj mówi się o swoich problemach powodują, że osoba, której się to mówi staje się bliższa, chce się ją traktować jak przyjaciela. Wtedy w grę wchodzą uczucia, przywiązanie, i już tylko krok od zauroczenia daną osobą. Powoli zaczyna się więcej myśleć o niej niż o temacie rozmów, o Bogu. Coś jak zakochanie. Dlatego tak ważne jest nie angażowanie się uczuciowo w związek: ja i kierownik duchowy.

Druga rzecz, to przywiązanie do kierownika od tej strony, że nie jest się w stanie komuś innemu powiedzieć o swoich problemach, o tym co się przeżywa, a nawet pojawiają się opory przed spowiedzią u innego kapłana. Może moja odpowiedź - jak sobie z tym radzę - więcej Ci wyjaśni. Dzielę się jedynie moimi spostrzeżeniami, myślami:

ˇ dobrze jest gdy kierownik duchowy jest trochę starszy, gdy jest widoczna różnica wieku, bo wtedy łatwiej jest utrzymać dystans;
ˇ mówienie o uczuciach, właśnie o tym co się zaczyna dziać (o ile się zaczyna). Zakochanie jest uczuciem, a te nie są ani dobre ani złe. Fakt, że serduszko zaczyna szybciej bić gdy widzę daną osobę mówi o tym, że potrafię kochać (to jest dobro) tylko, że wybrałam niewłaściwą osobę. Warto powiedzieć o tym od razu, na początku. To są sprawy delikatne i bardzo indywidualne. Nie można też demonizować. Potrzeba osobistego wyczucia;
ˇ sfera gestów - na ile jest głęboka. Tu chylę głowę przed moim kierownikiem, który sam wprowadził pewien dystans: nie ma poklepywania po ramieniu, przytulania, głaskania, buzi-buzi... Nic. Jest jedynie podanie ręki i nigdy nie było nic więcej, nawet w takich momentach jak składanie życzeń itp.;
ˇ przy okazji życzeń - prezenty. Naturalną rzeczą jest chęć odwdzięczenia się za otrzymane dobro. Ja jednak staram się nie dawać prezentów, a jeżeli już - to jest to coś drobnego, niezobowiązującego, symbolicznego. Wydaje mi się, że ważniejsza jest pamięć, same życzenia i modlitwa;
ˇ szacunek, respekt. Kierownik duchowy to nie kumpel, a Chrystus zasłonięty człowiekiem. Warto o tym pamiętać. Nie prowadzi mnie kierownik, a Duch Święty, który działa przez kierownika;
ˇ modlitwa, koncentracja na Bogu, spowiedzi / rozmowie, a nie na osobie kierownika duchowego;
ˇ pytanie siebie: czy mogę w każdej chwili iść do spowiedzi do innego kapłana nie odczuwając wielkiej straty? Czy gdyby wyjechał - nie zawali się moje życie duchowe?
ˇ kierownik duchowy nie jest tylko "mój" i tylko mój - ma inne dzieci duchowe, które są dla niego równie ważne.
 
Cieszę się, że czujesz potrzebę kierownictwa duchowego. To znaczy, że Bóg zaprasza Cię do czegoś, daje pragnienie i czeka na Twoją odpowiedź. Moja rada: rozmawiaj z Nim o tym, mów o tym czego się boisz, czego pragniesz. Zaproś Ducha Świętego. Jeżeli chcesz mieć kierownika duchowego - nie szukaj ideału (każdy człowiek ma braki - takie lub inne i trzeba je zaakceptować). Dobrą "próbą" kierownictwa duchowego są rekolekcje ignacjańskie (Ćwiczenia Duchowne). Ale tu ostrożnie, nic na siłę. Czym są ĆD - odsyłam na stronę: www.cfd.salwatorianie.pl
 
Kierownictwo, podobnie jak życie duchowe jest drogą, wymaga ciągłości i systematyczności gdy chce się posuwać naprzód. To czego się dzisiaj nie widzi, co jest niezrozumiałe, po jakimś czasie staje się proste i oczywiste.
 
Kierownictwo to jedna z form posługi kapłana. Nie ma w tym nic dziwnego, ani nadzwyczajnego. Jeżeli potrafisz go poprosić o sakrament pokuty (a myślę, że tak - bo od tego się zaczyna kierownictwo) to tak samo poproś o towarzyszenie duchowe. Zrób to najprościej, jak tylko potrafisz. Jednak zanim to zrobisz, spróbuj odpowiedzieć sobie szczerze na kilka pytań:
 
Czego szukasz?
- Boga?
- bliższego, osobistego kontaktu z tym kapłanem?
- nowej formy znajomości?
- okazji do częstszych spotkań?
 
Serdecznie pozdrawiam i życzę Ci siły i mocy Ducha Św.
- z darem modlitwy - Dorota
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook