Chanel Santini Katolik.pl - Spowiedź - Kierownictwo duchowe czy pomoc terapeutyczna? | miesięcznik W Drodze
logo
 
A
A
A
 
Paweł Kozacki OP, Wojciech Prus OP
Kierownictwo duchowe czy pomoc terapeutyczna? | miesięcznik W Drodze
A można pytać o wiarę terapeuty? Podobno terapeuci nie mówią o światopoglądzie.
 
Można pytać i od odpowiedzi uzależniać wybór. Mam wrażenie, choć może się mylę, że terapeuta wierzący więcej zrobi. Mądrze jest wierzyć w Boga. Psalmista powiada: „głupi mówi w sercu swoim: nie ma Boga”. Biblia formułuje to jednoznacznie. Nie mam zamiaru polemizować z tym zdaniem, im dłużej żyję, tym bardziej je szanuję. Nie deprecjonuję niewierzących, ale szczerze mówiąc, jeszcze nie spotkałem ateisty.
 
Kapłani, którzy amatorsko korzystali z psychologii, wywołali zgrozę moich znajomych terapeutów. Przeczytali kilka książek, rozkręcali człowieka na części i nie potrafili złożyć. Obawiam się wezwania do korzystania z psychologii rzuconego tak ogólnie.
 
Kościół oczekuje od księdza, wychowawcy, duszpasterza, że będzie korzystał z owoców zdrowej psychologii. Co nie znaczy, że ma być psychoterapeutą. Jestem przeciwnikiem, podejmowania przez księży obowiązków terapeuty w ścisłym znaczeniu tego słowa.
 
Po co? Z terapeutami, dzięki Bogu, nie jest tak źle. Mamy za to bardzo mało dobrych kierowników duchowych w Polsce. Jest zbrodnią, gdy duchowny bawi się w terapeutę, podobnie jakby bawił się w chirurga. Nietrudno wziąć skalpel i otworzyć człowieka – o, tu się coś z wątróbką dzieje! Ale co dalej?
 
Korzystanie z zasad dobrej psychologii znaczy, że uczysz się na przykład techniki słuchania, mądrego zadawania pytań. Potrafisz myśleć całościowo, wiążesz fakty. Wyczuwasz mechanizmy, które mogą mieć wpływ na sytuację człowieka. Jeżeli ktoś wymaga psychoterapii, możesz poprosić, żeby poszedł do terapeuty i będziesz mógł współpracować. Całkowicie zgadzam się z Freudem, że wszyscy mogą być terapeutami, ale nie księża.
 
Freud tak mówił?
 
On tak mówił, bo nie lubił księży, ale ja się z jego zdaniem zgadzam. Chciałem być księdzem, dlaczego mam zmieniać powołanie? Ja bym nigdy nie poszedł do księdza, który jest psychoterapeutą. Nigdy nie będzie tak dobrze przygotowany jak ludzie świeccy. Pytanie dlaczego chce być psychoterapeutą.
 
Warto natomiast się dokształcać, żeby lepiej rozumieć siebie i mieć narzędzie, które pomaga w rozmowach. Wiedzieć na przykład, co to jest przeniesienie, przeciwprzeniesienie i nie dać się wpuścić w manipulację. Wielu ludzi wybiera sobie określonego kierownika, żeby właśnie się nie zmieniać. Dlaczego kobieta wybiera najmłodszego, najprzystojniejszego wikarego, a nie starego proboszcza bez dwóch zębów z przodu, który ma więcej do powiedzenia o Panu Bogu? Jeżeli wikary nie wie o przeniesieniu, o przeciwprzeniesieniu, to się zakopie.
 
Jestem natomiast za tym, żeby księża wspierali środowisko psychoterapeutów. I żeby organizować spotkania interdyscyplinarne, gdzie wspólnie się omawia problemy konkretnych osób.

Żeby się uczyć, gdzie jest psychiczne, gdzie jest duchowe?
 
Żeby czerpać ze swego bogactwa, żeby terapeuci i psychiatrzy czerpali od teologów wiedzę na temat człowieka. Psychoterapia bez wymiaru duchowego jest nieprawdziwa. Człowiek jest istotą duchową i wyłączenie tego jest kłamstwem, a kłamstwo nerwicuje. Jako kierownik duchowy nie muszę być terapeutą, ale zakładam, że ten wymiar istnieje, nie podważam go. Inaczej wprowadziłbym kogoś w złą duchowość.
 
Nie lubię księży, którzy podważają terapię czy psychologię, mówiąc – psycholodzy sami mają problemy, to po co terapia. Pan Bóg działa przez psychologów i przez dobrych psychoterapeutów często bardziej niż przez księży. Niekiedy pewną przedpracę terapeutyczną może wykonać dobry ksiądz. To sugeruje święty Ignacy Loyola.
 
Pierwszy etap jego rekolekcji dotyczy porządkowania uczuć. Ksiądz może pomóc przejść ten etap, jeżeli sprawa nie jest bardzo poważna. Gdy ktoś przychodzi bez czapki w zimę, mogę powiedzieć: Panie Józku, czapkę w zimę to dobrze jest ubrać przy minus piętnaście. Lepiej jednak mieć pewną wiedzę, żeby zrozumieć, czy chodzi tylko o czapkę czy o coś więcej. Jeżeli człowiek potrzebowałby głębokiej terapii, nie pchałbym się do tego.
 
Jak byś streścił cztery tygodnie rekolekcji Ignacego z Loyoli?
 
Powiem, jak je rozumiem – choć może niektórzy jezuici by mnie tutaj ścigali. Pierwszy tydzień jest etapem terapeutycznym. Oczyszczania ludzkich iluzji na temat Boga, własnego życia, zobaczenia kondycji ludzkiej, bo jeżeli światło ma paść przez witraż do pokoju, muszę najpierw umyć okno. Drugi tydzień związany jest z przyjściem Chrystusa. To dopuszczanie Boga, który wchodzi przez czysty witraż. Trzeci i czwarty dotyczą wewnętrznej dynamiki relacji z Bogiem, bo ta więź ma też wymiar cierpienia i bólu.
 
Rekolekcje pierwotnie służyły, żeby wybrać drogę życia. Ten pierwszy tydzień porządkuje to, co przeszkadza w wyborze. W drugim wybierano, ale jeszcze nie realizowano. Dopiero na końcu, zobaczywszy, ile będzie w wyborze cierpienia i radości, można realizować decyzję. 
 
strona: 1 2 3 4 5 6




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook