logo
 
A
A
A
 
ks. Krzysztof Grzywocz
Kilka praktycznych uwag zza drewnianych kratek
W tej ciemności można także skoncentrować się na grzechu mniejszej wagi, przypisując mu kolosalne znaczenie, obdarowując go uwagą i całą energią daną dla normalnego rozwoju. Na skutek tej pomyłki można nie zauważyć grzechów ważniejszych, powodujących większe spustoszenie i zakończyć swój rozwój swoistym "zespołem wypalenia moralnego". Ktoś może cały tydzień zamartwiać się tym, że raz nie skasował biletu w tramwaju, a nie zauważy przerażającej płytkości dialogu ze swoim dorastającym synem. Ktoś może siebie ekskomunikować za, w niewielkim stopniu zależny od woli, autoerotyzm, a nie zauważy, że od lat brutalnie dławi swoją potrzebę samoakceptacji. To "diabolizowanie" grzechów mniejszej wagi, z jednej strony rodzi trudności w rachunku sumienia, z drugiej - jest formą ucieczki od właściwego trudu. Świadomość trudu, podobnie jak lęk opisany wyżej, jest darem, który ma pomóc w przygotowaniu do tego sakramentu. Ten trud - często wręcz bezradność - przypomina, że zobaczenie grzechu jest darem Boga. Tylko w Jego świetle mogę adekwatnie ocenić to, co się stało: to nie ja, lecz "Duch Święty przekona świat o grzechu" (J 16, 8). W konającym Synu Ojciec prze-konał, co niszczy miłosne relacje, a Duch Święty przekonuje, że świadome i dobrowolne trwanie przy tym jest grzechem. Bóg sam bezkompromisowo odsłania także podejrzaną logikę "zapomnienia" grzechu - jak w przypadku Dawida, który ostatecznie, wobec proroka, "sam" nazwał swój "zapomniany" grzech. Gdyby nie odkupieńcze światło samego Boga, te "zapomniane" grzechy ujawniłyby swoją nie-zapomnianą obecność w każdej następnej "dawidowej" decyzji.

Gdy człowiek, przygotowując się do sakramentu pojednania, doświadcza, że nie potrafi siebie samego przekonać o grzechu, pokornie prosi Boga o odkupieńcze światło, gdzie ta prośba nie jest już dyplomatycznym dodatkiem, za którym kryje się przemądrzałe przekonanie, że i tak sam sobie poradzę. Im dłużej człowiek się spowiada i im żyje bliżej rozświetlającej wszystko miłości Ojca, tym bardziej adekwatnie widzi grzech. Oczywiście - realnym symbolem tej prawdy i niezastąpioną pomocą jest szczery i otwarty dialog ze spowiednikiem czy obiektywizująca rozmowa z kierownikiem duchowym, w którego oczach można zobaczyć swoją twarz.

Słabość i grzech

W trosce o rachunek sumienia pomaga umiejętność odróżnienia słabości człowieka od jego grzechu. Słabość człowieka nie jest grzechem, lecz jest doświadczeniem granic ludzkich możliwości, których dany człowiek w tym momencie nie potrafi lub nie może już przekroczyć. Nigdy nie będziemy specjalistami we wszystkich dziedzinach. W końcu trzeba wyznać: "tego już nie wiem, tego nie potrafię zrobić, na tym się zupełnie nie znam". Nawet w swojej dziedzinie umiejętność uznania własnej bezradności może świadczyć o dużej kwalifikacji zawodowej. Nam, dotkniętym nie kończącą się pokusą: "będziecie jak Bóg..." (Rdz 3, 5), trudno jest nieraz wyszeptać: "tej książki nie przeczytałem, tej sztuki nie widziałem, niewiele potrafię powiedzieć o życiu Gustava Mahlera itp.". Nawet gdyby to wszystko nie było moim obowiązkiem, to jednak takie wyznanie przychodzi nieraz z trudem. Z tęsknoty za Boską doskonałością może się nawet zrodzić specyficzne poczucie winy, które ma ostatecznie przekonać mnie do tytanicznej, wyczerpującej pracy nad swoją "doskonałością" i zachęcić Boga, aby nie wydawał mnie na poniżenie ludzkiej słabości. To poczucie winy sprawia, że jako grzech wyznajemy nieraz nasze słabości: "zapomniałem, że ciocia Wiesia ma imieniny i nie wysłałem kartki" (bogowie przecież nie zapominają), "czułem się zdenerwowany na żonę, bo nie poszła ze mną do teatru" (bogowie są przecież spokojni i trzeba realizować ich oczekiwania).

Najczęściej jednak uciekamy od naszych słabości w grzech. W pewnym znaczeniu grzech jest ucieczką od słabości. Aby ukryć fakt nieprzeczytania książki, kłamiemy: "Oczywiście, przeczytałem tę pasjonującą książkę Chestertona", aby ukryć nieraz bolesną świadomość nie wypełnionych potrzeb, wchodzimy w krótkie, intensywne, ostatecznie raniące związki, które pogłębiają wewnętrzny głód i powiększają depresyjną pustkę. Przygotowując się do spowiedzi, dobrze jest zobaczyć, od jakiej słabości uciekłem w grzech, który chcę wyznać.

Świadomość naszych słabości nie pozwala zapomnieć nam o istnieniu Boga, bez którego "nic nie możemy uczynić" (J 15, 5); jest miejscem spotkania z mocą daną przez Boga, która "w słabości się doskonali" (2 Kor 12, 9).

 
strona: 1 2 3 4




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook