logo
 
A
A
A
 
ks. Krzysztof Grzywocz
Kilka praktycznych uwag zza drewnianych kratek
Skutki grzechu i żal

Sformułowanie "zobaczyć grzech" nie jest tylko intelektualnym uznaniem, że na to, co uczyniłem, nieprzychylnym okiem patrzy jakieś prawo: "trzeba w końcu pogodzić się z prawnymi pomysłami Boga, który do końca i tak nie zrozumie świata, lecz na wszelki wypadek lepiej Mu się nie narażać, bo ukarze kiepską pogodą na wczasach w Sopocie..."

"Zobaczyć grzech" to także dostrzec jego skutki i nierozerwalny związek pomiędzy nimi. Ten skutek nie jest karą Boga, który przypadkowo zauważył mój grzech, lecz naturalną konsekwencją nadużycia miłosnej relacji. Trudno przekonać kogoś, kto latami z nadmierną prędkością prowadzi swój samochód w miejscach zabudowanych, że popełnia grzech, skoro przez te lata "nic" się nie wydarzyło. Jest to jeden z elementów paradygmatu zła, gdzie grzesznik "chroniony" jest od skutków po to, aby wciągnąć w tę "bez-skutkową rzeczywistość" innych. Dopiero straszliwy widok zabitej na drodze kobiety może roz-czarować naiwnego śmiałka i otworzyć mu oczy.

Ten paradygmat kryje w sobie gorszą pułapkę: skutki popełnionego grzechu ujawniają się także na innej płaszczyźnie niż popełniony grzech. Dotykają często dziedzin życia czy osób nie związanych z nim bezpośrednio. Nigdy nie wiadomo do końca, gdzie ujawniły się lub ujawnią konsekwencje ludzkiej nieprawości. To wszystko sprawia, że grzesznikowi jeszcze trudniej jest zobaczyć skutek popełnionych czynów i rozczarować się swoją wiarą w nieszkodliwość grzechu. W świetle sakramentu pokuty można i należy zobaczyć albo przewidzieć skutki każdego grzechu. To, czego zło nie chce uczynić (ponieważ zaniżyłoby to "statystyki" grzechowe), czyni Bóg: pokazuje grzech i jego skutki. Świadomość skutków rodzi doświadczenie żalu. Kiedy widzę, że moim kłamstwem zraniłem ukochaną osobę, żałuję swojego czynu. Z tej świadomości wyrasta także pragnienie poprawy. Kto był świadkiem tragicznego wypadku samochodowego, nie dziwi się, gdy wśród swoich pragnień odnajdzie i to dotyczące ostrożniejszej jazdy.

Pojednanie z Bogiem, z drugim człowiekiem i z sobą samym może dokonać się tylko w skutkach popełnionych czynów. Chrystus odkupił, pojednał nas z Ojcem na krzyżu: w cierpieniu, samotności i poniżeniu. Nie może dokonać się pojednanie tam, gdzie nie mówi się o konsekwencjach popełnionych czynów i ukrywa się je. Chrystus na krzyżu nie zasłania żadnego ze skutków grzechu, ponieważ prawdziwe pojednanie może się dokonać tylko w całej prawdzie. Trudno mówić o pojednaniu córki z ojcem, jeżeli ten nie zobaczy i nie uzna skutków swojego złego czynu. Pojednania można doświadczyć tylko tam, gdzie - o ile jest to możliwe - ucałuje się rany zadane poprzez grzech. Dotyczy to także ran, które sam noszę, zadanych przez innych lub przez siebie samego. Rachunek sumienia przygotowuje ostatecznie do pojednania - byłby więc niepełny, gdyby pomijał trud zobaczenia skutków grzechu.

Od spowiedzi egocentrycznej do katolickiej

Egocentryczne przeżywanie sakramentu pokuty zniewala człowieka w wąskim świecie własnych korzyści: "Trzeba oczyścić się z brudu grzechu, ponieważ świadomość noszonej niedoskonałości zakłóca letnie wieczory, odbiera dobre samopoczucie i straszy po nocach ogniem piekielnym." Gdy ktoś, dzięki jakiemuś terapeutycznemu szamanowi, uwolni się od tych neurotycznych powikłań, noszonych w sobie jak cień nie najszczęśliwszej przeszłości, wtedy niewiele pozostaje motywów, aby wyszeptać swoje grzechy przez drewniane kratki. Może jeszcze chęć uspokojenia natrętnie obnoszącej się ze swoją wiarą żony "zachęci" męża do spowiedzi i pozwoli mu spokojnie zjeść karpia w wigilijny wieczór. Ten egocentryczny sposób przeżywania spowiedzi ujawnia się także w przeświadczeniu, że warto spowiadać się tylko z grzechów ciężkich - pozostałych można się pozbyć na wiele innych sposobów. W cieniu egocentrycznej spowiedzi pozostaje również niepokój: "Jaki sens ma moja spowiedź, skoro ciągle powtarzają się te same grzechy?" Takiemu przeżywaniu sakramentu pokuty grozi grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu, ponieważ miejsce Boga zajmuje tu grzech, wokół którego w pogańskiej liturgii przesuwa się orszak trupio bladych czcicieli.

W centrum tego sakramentu jest żywy Bóg, który kocha mnie bezinteresownie. Celem spowiedzi jest doświadczenie Rzeczywistości, w której nie ma grzechu! Przyprowadza mnie tu poszukiwanie i umiłowanie Prawdy ("Ja jestem Prawdą..." - J 14, 6), przed której blaskiem pragnę otworzyć swoje życie i przyjąć jej kształtującą postać. W blasku tej Prawdy odsłania się także moja nie-prawda (grzech). Lecz w porównaniu z doświadczeniem miłosnej Prawdy, w której nie ma grzechu, zobaczenie własnych grzechów nie jest najważniejsze. Dziękuję za nie Bogu, który mi to pokazał po to, abym jeszcze pełniej żył w radości Prawdy - zawsze świeżej i zaskakująco innej, nawet wtedy, gdy moje grzechy są te same. Grzechy można zobaczyć tylko w świetle słowa Bożego - teo-logii, nigdy natomiast w świetle grzecho-logii. Najbardziej praktycznym przygotowaniem do przyjęcia tego sakramentu jest więc ostatecznie jego dobra, przeżyta teologia.

 
strona: 1 2 3 4




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook