logo
 
A
A
A
 
Amelia Pasternak
Miłość wybacza wszystko

Była sobie mała dziewczynka. Miała może rok, może troszeczkę więcej i bardzo chciała być już samodzielna. Wprawdzie chodzenie bez trzymania się ręki taty nie wychodziło jej najlepiej, ale co jakiś czas zapominała, że jeszcze nie umie sama sobie dobrze poradzić i wyrywała swoją dłoń z opiekuńczego uścisku ojca. Nie mijało wiele czasu i mała przewracała się. Czasem potłukła sobie kolano, czasem upadła prosto w kałużę i wybrudziła sobie ubranie. Czasem upadek był tak bolesny, że zaczynała płakać natychmiast. Innym razem dopiero siniaki zgromadzone w kilku kolejnych upadkach sprawiały, że ze łzami w oczach wracała do swojego taty. On zawsze czekał czuły, kochający gotów przytulić swoje małe dziecko.

Wiedział, że jest za mała, aby radzić sobie samodzielnie, ale nie chciał narzucać jej swojej woli. Był silniejszy mógł mocniej przytrzymać jej rączkę, gdy chciała wyrwać ją z jego dłoni. Kiedy upadała z bólem patrzył na siniaki i razy, bo przecież kochał ją tak bardzo. Kiedy wreszcie przychodziła ze łzami w oczach nie mógł krzyczeć na nią "po co się wyrywałaś masz za swoje" bo tak bardzo cieszył się że znów może ją przytulić, że znów jego córeczka jest bezpieczna w jego ramionach. Czasami jej upadek był tak silny, że nie umiała sama się podnieść, wołała go tylko przez łzy, wtedy podbiegał, podnosił i tulił ją w swoich ramionach. Ten powrót w ramiona taty nie zawsze był łatwy. Mała czasem bała się co tato powie bo znów wybrudziła swoją nową sukienkę. Wiedziała że nie powinna bawić się w błocie, ale ono tak fajnie się sklejało nie chciała się pobrudzić myślała, że jak będzie ostrożna to nic się nie stanie, a jednak znów się upaprała. Ojciec jednak nie patrzył na to jak wygląda jego córeczka, ani na to, że on może się od niej zabrudzić, ale brał ją i tulił tak długo aż łzy obsychały na jej twarzyczce i dziecko znów zaczynało się uśmiechać.

Historia ta powtarza się stale w moim i twoim życiu. Tym Ojcem jest Bóg a my jesteśmy niesfornymi dzieciakami, którym ciągle wydaje się, że już są wystarczająco duże by radzić sobie samodzielnie, które czasem, mimo iż wiedzą, że coś jest złe i tak to czynią. Bóg wie że kiedy wyrwiemy się z Jego ramion wcześniej czy później znów upadniemy poprzez grzech ale dał nam wolną wolę. Nie chciał, byśmy byli Jego niewolnikami, dlatego dał nam wolność, choć wiedział, że przez to będzie cierpiał. Każdy nasz grzech zadaje Bogu ból. Kiedy przychodzimy by w sakramencie spowiedzi św. pojednać się z nim On nie krzyczy nie gniewa się na nas, ale bierze nas w ramiona i przytula bardzo mocno. Nie przejmuje się brudem naszego serca tym, że może On od nas się zabrudzić, bo tak bardzo cieszy się z naszego powrotu. Co zadziwiające niezależnie od tego jak bardzo brudne są nasze dusze Bóg tuląc nas do siebie nawet się nie zakurzy, ale nasze serca stają się znów czyste. Czasem nasz upadek z powodu grzechu jest tak wielki, że nie potrafimy sami wrócić, wydaje nam się, że czegoś takiego Bóg nam nie przebaczy. Ale On tylko czeka abyś zawołał a przybiegnie by cię przytulić, by na twojej twarzy znów mógł zagościć uśmiech. Powiedział przecież: "Choćby grzechy wasze były jak szkarłat jak śnieg wybieleją, choćby były jak purpura staną się jak wełna." (Iz 1,18)

Nie zwlekaj, więc ale biegnij do Ojca, po dar jego przebaczenia i miłości. Chciej wyleczyć swoją zranioną duszę i serce Boga, które cierpi, bo nie ma cię przy nim.

 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2018   |  Facebook