logo
 
A
A
A
 
pytanie i odpowiedź
Niestety, pomimo prób nie udaje mi się zaprzestać tego grzechu...
Wychowany zostałem w rozbitej rodzinie, gdzie do kościoła nie chodzi absolutnie nikt. Dziś mam 23 lata i rok temu przyjąłem Pierwsza Komunia Święta... Do 20 roku życia uważałem się za ateistę, potem cos się we mnie zaczęło przełamywać, pod wpływem poznanego przypadkowo Kapłana, z którym łączyły mnie raczej stosunki koleżeńskie /tak, tak!/, niż jakieś "duchowe". Doszło do tego, że dziś codziennie uczestniczę we Mszy Świętej, modle się Liturgia Godzin, odbyłem spowiedź generalna /rok temu/ i żyje jak Chrześcijanin, tzn. staram się tak żyć. Mam jednak jeden straszny problem. 10 lat temu, jako 13-latek, zacząłem się onanizować, m.in. pod wpływem tak fatalnych pism, jak Bravo itp. Później sięgałem także po pornografie, z której obrazy do dziś są w mej pamięci. Potem miałem przygody seksualne z kilkoma dziewczynami. Problem jest następujący: świadomość, ze onanizm to grzech śmiertelny, mam od jakichś trzech lat. Niestety, pomimo prób nie udaje mi się zaprzestać tego grzechu. Przez blisko 10 lat, zachowania autoerotyczne wykonuję raz dziennie - regularnie. Wiem, ze to straszne, jednak mój organizm jest do tego tak przyzwyczajony, że co rano domaga się rozładowania. Zapewniam, ze próbowałem tego nie robić, jednak okres 24 h, jest dla mnie nie do "przeskoczenia". Problem w tym, ze - proszę mi wierzyć! - te zachowania nie dają mi żadnej przyjemności od dawna, jest to mechaniczne rozładowanie napięcia. Rozmowy na ten temat z osobami z mojego otoczenia mijają się absolutnie z celem, gdyż otrzymuje wyłącznie propozycje pomocy w stylu: znajdź sobie lepiej dziewczynę - lub - przecież wszyscy to robią, itp... W mojej rodzinie panuje duch "ateistyczny" i onanizm oraz przedmałżeński seks są czymś oczywistym. Regularnie spowiadam się z tego grzechu w konfesjonale, lecz ostatnio usłyszałem od Kapłana, żebym był albo ciepły, albo zimny, bo pośrodku być nie mogę. To fakt. Jednak boje się, ze wrócę do zimnego - ten grzech jest silniejszy. Wiem - każdy katolik daje rady w stylu - módl się i czekaj, ale to nie takie proste. Ostatnio zacząłem przyjmować nawet Komunie Święta w stanie tego śmiertelnego grzechu, tzn. ja mam nadzieje, że Bóg widzi moje próby rezygnacji, a także absolutny brak upodobania w tym grzechu. A może to Komunia Świętokradzka? Jeśli tak, to zaprzestane przyjmować Komunie Święta. Gdybym wtedy, w wieku 13 lat wiedział, że jest to grzech /wtedy nie umiałem się nawet przeżegnać/, to może dziś nie babrałbym się w śmiertelnych grzechach, za które trafię do piekła. Jeśli ktoś widzi jakieś wyjście z mojej sytuacji, to bardzo proszę o podpowiedź... Dziękuję.


Sam zauważyłeś, twój problem z masturbacją trwa już 10 lat, twój organizm przyzwyczaił się do tego, że otrzymuje codziennie takie właśnie rozładowanie i że te zachowania nie dają Ci od dawna żadnej przyjemności, i że jest to mechaniczne rozładowanie napięcia. W takiej sytuacji można mówić o nałogu. Tak, od seksu też można być uzależnionym! A nałóg wiąże się z ograniczeniem wolnej woli, czyli jednego z warunków grzechu. Co to praktycznie oznacza? Otóż to, że twoja odpowiedzialność jest zmniejszona. W związku z tym twoje przystępowanie do komunii św. nie jest świętokradcze. Dobrze, że przystępujesz do komunii, bo ona nie jest nagrodą dla doskonałych, tylko pokarmem posilającym ludzi słabych.

Jednak nie oznacza to, że nie należy podejmować wysiłków by wyjść z nałogu. Tylko należy to robić z głową. Proponuję, byś miał stałego spowiednika, któremu nie musiałbyś za każdym razem od nowa tłumaczyć swojej sytuacji. Owszem módl się, bo łaska Boga jest Ci potrzebna. Ale nie zapominaj, że łaska bazuje na naturze i natura musi z nią współpracować. Co to znaczy? A właśnie to, że twój problem jest najpierw problemem psychicznego uzależnienia. Trzeba zatem zwrócić się do kogoś, kto może pomóc Ci poradzić z samym uzależnieniem. Potrzeba Ci dobrego psychologa! Niekoniecznie katolickiego. Każdy dobry psycholog zna uzależnienia od seksu i wie, że z tym trzeba coś zrobić. A jak będzie dobrym fachowcem to Ci pomoże. To nie jest nieufność wobec łaski Bożej, tylko poważne jej potraktowanie i współpraca z nią ludzkimi siłami. Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i cieszę się z twoich wysiłków! One są znakiem, że nie chcesz zrywać więzi z Bogiem!
 
Tomasz Kot SJ
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook