logo
 
A
A
A
 
Roman Bielecki OP
Sumienie trzeba szanować

Z Jarosławem Głodkiem OP rozmawia Roman Bielecki OP


Każdy zna maksymę: "Módl się i pracuj". Czy jednak dzisiaj nie jest to mowa-trawa, nieprzystająca do realiów życia?

Można to zdanie zrozumieć opacznie jako: "Siedź cicho i rób, co do ciebie należy". Ale to nie jest rozumienie chrześcijańskie. Za maksymą "Módl się i pracuj" stoi wielowiekowa tradycja duchowości benedyktyńskiej, którą można interpretować wielowymiarowo. Na przykład w perspektywie równowagi, jaką należy zachować między działaniem a modlitwą. Nieufność wobec sensu tego zdania bierze się też stąd, że nasze myślenie obciążone jest etyką protestancką, która zmieniła koncepcję powołania chrześcijańskiego i podejścia do pracy. Kiedyś praca była rozumiana funkcjonalnie, jako pewne zadanie, które trzeba wykonać, żeby żyć. Protestantyzm sprawił, że pracę zaczęto rozumieć jako powołanie, służenie Panu Bogu. Gdy pracujesz rzetelnie, to wypełniasz Boży plan zbawienia, ale gdy tego nie robisz albo czynisz to bez należytej pokory, grzeszysz. I jest w tym jakaś prawda, ale nie do końca. Takie myślenie mogłoby oznaczać, że jeśli nie mamy dobrze płatnej pracy, która nas rozwija i daje nam satysfakcję, to sprzeciwiamy się woli Bożej i planowi zbawienia, albo że jeśli z pokorą nie znosimy trudnych warunków pracy, to również "nie podobamy się" Bogu.

Katolicyzm kładzie nacisk na osobistą relację z Bogiem. Pan Bóg powiedział do Abrahama: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej!", ale nie dał mu żadnych konkretnych wskazówek, co ma po drodze robić, czy paść owce, czy wyplatać koszyki. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że nie jest aż takie ważne, co robimy i jaką mamy pracę, istotne jest jedynie to, by nas ta praca nie niszczyła, a także nasza więź z Bogiem, którą można zachować w każdej życiowej sytuacji, nawet najtrudniejszej.

Czy można pracować i modlić się jednocześnie?

A czy będąc w pracy i wykonując swoje obowiązki, można pomyśleć o żonie czy mężu? Przecież to naturalne i nie słyszałem, by ktoś spowiadał się z tego, że zamiast pracować przez chwilę był myślami przy kimś, kogo kocha. No chyba, że tylko tym się w pracy zajmuje. Z Panem Bogiem jest tak samo.

A co wtedy, gdy ktoś się spowiada i mówi, że gdy pracuje, Pan Bóg nie jest na pierwszym miejscu w jego życiu?

Zupełnie tego nie rozumiem. A jest to jedno z najczęstszych sformułowań używanych w konfesjonale. Raz jeszcze odwołajmy się do przykładu z małżeństwa. Jeśli małżonek zapomni o urodzinach żony, co jest oczywiście niedopatrzeniem, i jest to grzech w relacji, to wcale nie znaczy, że żona nie jest w jego życiu na pierwszym miejscu. Wynika to zwykle po prostu z zapomnienia (podobno najlepszym sposobem, aby zapamiętać datę urodzin żony, jest raz o nich zapomnieć). Z drugiej strony może to być oczywiście sygnał, że coś niedobrego dzieje się w ich związku, ale wcale nie musi tak być. Łatwość oskarżania się o to, że Pan Bóg nie jest na pierwszym miejscu, to częściej puste słowa, nadinterpretacja. Mam przeczucie, że rzeczywistość jest prostsza, nie trzeba jej dzielić na sfery Boże i ziemskie. Bądź chrześcijaninem, żyj ze świadomością tego, jakim jesteś człowiekiem, bądź sobą w relacji z Panem Bogiem, zarówno w domu, jak i w pracy. Zaznaczyłbym tylko jedno "ale" dotyczące sytuacji, kiedy praca zastępuje modlitwę, to znaczy wtedy, kiedy ktoś pracuje, a w ogóle się nie modli. I to może być problem. Tyle, że to nie jest problem pracy, ale raczej jakiejś ucieczki od życia.

Zastanówmy się jeszcze nad jednym popularnym zdaniem "Żadna praca nie hańbi". A co z tymi, którzy pracują po kilkanaście godzin dziennie w supermarketach czy korporacjach?

Są takie zajęcia, które dehumanizują, to znaczy sprawiają, że ktoś staje się mniej człowiekiem, bo jest sprowadzony do roli automatu, np. w telemarketingu. Ma kartkę z pytaniami i odpowiedziami i ma je bezmyślnie czytać. Nie można tego komunikatu nagrać, bo trzeba zachować żywy kontakt z klientem. Tyle, że człowiek, który tę pracę wykonuje, ma poczucie bezsensu. Nie może z niej zrezygnować, bo musi zarobić na chleb, ale jednocześnie powinien coś zrobić, by zmienić tę sytuację.

Są też zajęcia nie tylko dehumanizujące, ale i hańbiące w tym sensie, że wiążą się z popełnianiem grzechu, czyli zmuszają czy skłaniają człowieka do tego, żeby był nieuczciwy.

 
strona: 1 2 3 4




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook