logo
 
A
A
A
 
pytanie i odpowiedź
Zawsze myślałam, że sprawa jest jasna...
Kilka lat temu prawdziwie zakochałam się w pewnym mężczyźnie i myślałam, że zostanie moim mężem. Wszystko wydawało się proste, znalazłam swoją drugą polówkę, i wystarczyło tylko dotrwać w czystości do ślubu (bardzo tego chciałam) i wieść szczęśliwe życie. Niestety tak się nie stało, los chciał, ze ten mężczyzna odszedł z mojego życia. Przez długi czas jeszcze wierzyłam, że wróci i wtedy sprawa z moja czystością też była prosta, bo utrzymywała mnie w moich przekonaniach nadzieja na lepsze czasy. Potem zaczęło do mnie docierać, że ta znajomość już nie skończy się happy endem.

Zawsze myślałam, że sprawa jest jasna: chcę współżyć z człowiekiem, którego będę kochać nad życie, chcę dotrwać do ślubu. Miałam w życiu kilka związków i zawsze udawało mi się dotrzymać swojego postanowienia. Wierzyłam jak to będzie wspaniale, jaka to ja jestem cudowna i silna, że udaje mi się tak żyć – w czystości.

Jakiś czas temu poznałam chłopaka, o którym od razu wiedziałam, że absolutnie nie chce się ze mną wiązać. Ja też wiedziałam, że nie zakocham się w nim nigdy w życiu. Wiedziałam, że chce mnie... zdobyć, jednak byłam nieugięta. W duchu śmiałam się z jego uporu. Do czasu. A dokładniej do jednego wieczora, kiedy wszystko potoczyło się szybko, a ja jak idiotka uległam i straciłam z nim dziewictwo. Dlaczego? Nie wiem. Nie z naiwności, że coś do niego czuję. Z jakiejś totalnej głupoty, która pojawiła się nagle, dosłownie w jednej chwili. Zniszczyłam wszystko, co budowałam przez tak wiele lat. Zawiodłam Boga, siebie, przyszłego męża, którego mam nadzieje kiedyś mieć. Nawet nie wyobrażacie sobie jak ja długo budowałam w sobie to przekonanie, że chcę być czysta. Więc dlaczego to zrobiłam? Nie wiem. Nie wiem dlaczego zniszczyłam sobie życie.
r.k.

Wiesz z czego wynika Twój żal? Z pychy. Myślałaś, że jesteś taka silna i cudowna, a teraz to krzepiące wyobrażenie legło w gruzach. I bardzo dobrze - życie chrześcijanina nie polega na pilnym utrzymywaniu się w samozadowoleniu (ani tym bardziej na pracowitym pilnowaniu dziewictwa). Poczułaś wreszcie, że jesteś takim samym grzesznikiem jak wszyscy i że sama nie poradzisz sobie ze swoją słabością. Świetnie! Teraz masz okazję powierzyć siebie i całe swoje życie Bogu ze świadomością, że bez Niego nic nie możesz, a cokolwiek masz, od Niego pochodzi i do Niego w gruncie rzeczy należy. To paskudne doświadczenie jest dla Ciebie szansą na nowe życie - nie zmarnuj jej :)

Lili
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019   |  Facebook