logo
 
A
A
A
 
ks. Marek Dziewiecki
Miłość silniejsza niż śmierć i grzech | Idziemy
Dla człowieka grzech jest groźniejszy niż śmierć, gdyż śmierć jest jedynie doczesna, natomiast grzech może mieć skutki, które trwają wiecznie. Zmartwychwstały Jezus otwiera nam nie tylko drogę do wieczności, lecz także drogę do nieba, gdyż czyni nas zdolnymi do osiągnięcia świętości.
 
Wydarzenia Wielkiego Tygodnia stały się dla uczniów Jezusa osobistym dramatem. Byli oni zdruzgotani ukrzyżowaniem i śmiercią ukochanego Mistrza. Tego się nie spodziewali, mimo że Jezus zapowiadał, iż zostanie wydany w ręce złych ludzi i śmiertelnie skrzywdzony. Apostołowie nie tylko byli zaskoczeni losem Zbawiciela. Byli też rozgoryczeni swoją własną postawą. W godzinie próby wszyscy rozczarowali. Judasz zdradził swego Mistrza. Piotr, który z zapałem zapewniał Jezusa o swojej odwadze, zaparł się Go trzykrotnie. Inni uczniowie pouciekali. Tylko Jan pojawił się pod krzyżem. Lecz również i on schował się później w Wieczerniku przed światem. 
 
Położenie uczniów stało się odtąd dramatyczne. Byli oni przekonani o tym, że ich ukochany Mistrz całkowicie przegrał. Przerażało ich okrucieństwo i przewrotność rodaków mających władzę, którzy sprzymierzyli się ze znienawidzonym okupantem, byle tylko zabić Jezusa. Zaskoczyła ich także bezmyślność podburzonego tłumu ludzi dobrej woli, który poddał się manipulacji i w demokratycznych wyborach wybrał pospolitego przestępcę, a nie Tego, który przeszedł przez ziemię, wszystkim dobrze czyniąc.
 
W obliczu nieodwołalnej – w ich przekonaniu – klęski, uczniowie Jezusa nie marzyli już o niczym innym, jak tylko o tym, by zapomnieć o całej tej bolesnej historii. Gdyby mogli cofnąć czas, to z pewnością nie poszliby drugi raz za Nauczycielem z Nazaretu. Wiadomość o pustym grobie musiała spaść na nich jak grom z jasnego nieba. Mogli spodziewać się wszystkiego, tylko nie tego, że historia ich Mistrza i ich własna misja nie są jeszcze zakończone. Piotr i Jan, którzy biegną w kierunku grobu, przekonują się, że grób jest naprawdę pusty. Wtedy otwierają się im oczy i przypominają sobie słowa Jezusa, który mówił im przecież, że będzie zabity i że trzeciego dnia zmartwychwstanie. W dniach tryumfu Mistrza nie brali pod uwagę tej pierwszej zapowiedzi. W obliczu dramatu Golgoty zapomnieli o drugiej. Pusty grób stał się dla nich początkiem przełomu. Zaczęła odradzać się w nich nadzieja. Zaczęła kiełkować w nich myśl, że może jednak Jezus żyje, zgodnie z tym, co sam zapowiadał. Piotr i Jan wracają do pozostałych uczniów z nowiną o tym, że w grobie nie ma ciała Mistrza. Oni sami nie są jednak jeszcze przemienieni. Odkrycie pustego grobu nie wystarczyło, by uwolnić ich od lęku i poczucia bezradności.
 
Zmartwychwstały powraca
 
Postawa uczniów zmienia się – i to radykalnie – wtedy, gdy osobiście spotykają Jezusa, który przyszedł do Wieczernika. Dopiero teraz naocznie upewniają się o tym, że On nie tylko zmartwychwstał, ale że nadal jest z nimi, bo nadal ich kocha! Było to dla nich zupełnie zaskakujące doświadczenie, gdyż apostołowie – podobnie, jak Adam i Ewa na początku historii – bali się spotkania z Bogiem, którego zawiedli. Jezus o tym wie i dlatego najpierw ich uspakaja słowami: „Pokój wam!” (J 20, 19). W ten sposób Zmartwychwstały zapewnia swoich uczniów, że szuka ich nie po to, by udowodnić swoje zwycięstwo, by się zemścić czy by odwołać miłość, lecz po to, by swoją miłość potwierdzić, by umocnić i przemienić apostołów, by powołać ich na nowo jako swoich świadków: „Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21). Zmartwychwstały Jezus powrócił, bo nie przestał kochać. Powrócił, bo kocha nas nad życie. Dosłownie! Powrócił po to, by apostołów i każdego z nas upewnić, że los człowieka jest dla Niego ważniejszy niż Jego własny los! Powrócił, by potwierdzić, że On – najbardziej skrzywdzony w historii ludzkości – jest jednocześnie tym, który najbardziej kocha. Jest Tym, który kocha wszystkich: zarówno tych, którzy wydali Go na śmierć, jak i tych, którzy Go opuścili. Zmartwychwstały Jezus pokazuje swoim uczniom przebite dłonie i bok (por. J 20,20). Umacnia ich Duchem Świętym i przekazuje władzę odpuszczania grzechów.
 
Gehenna Jezusa zaczęła się w Wielki Czwartek wieczorem. Gdy spożywał z uczniami wieczerzę, już wiedział, na co zgodzi się kilka godzin później. Wiedział też o bezradności i rozpaczy, jakiej ulegną wtedy Jego uczniowie. To właśnie dlatego – zanim pozwolił, by przybito Go do krzyża – znalazł sposób na to, by pozostać z tymi, za których zgodził się oddać życie. Wiedział, że my, ludzie tej ziemi, najpierw wystawimy Jego miłość na największą próbę i sprawdzimy, czy On naprawdę kocha nas dosłownie nad życie. Później będziemy Go szukać, bo przecież nie możemy żyć bez Niego i bez Jego miłości. A On pozwoli się znaleźć nie tylko swoim apostołom, lecz wszystkim swoim uczniom w kolejnych pokoleniach.
 
Do końca świata Kościół będzie żył mocą spotkań ze Zmartwychwstałym Jezusem w Eucharystii. To nie przypadek, że Jan Paweł II ogłosił rokiem Eucharystii właśnie ów rok, w którym – jak się później okazało – po raz pierwszy nie mógł fizycznie uczestniczyć w Wielkopiątkowej Drodze Krzyżowej ani w Wielkanocnej Eucharystii. Ta jego decyzja była opatrznościowym przejawem jego wyobraźni miłości i przypomnieniem, że może zabraknąć papieża, ale w żadnej sytuacji nie zabraknie Jezusa. Chrześcijanie wszystkich czasów żyją mocą osobistych spotkań ze Zmartwychwstałym tam, gdzie On sam wyznaczył nam miejsce spotkania: w Eucharystii. Każda Msza Święta to dla nas Galilea spotkania z Jezusem żyjącym na wieki. W Eucharystii jest On dla nas obecny i karmi nas sobą nie tylko po to, żeby nas umacniać, ale również po to, byśmy stawali się Jego świadkami. Nasze świadectwo jest potrzebne tym, którzy żyją blisko nas: w rodzinie, w gronie przyjaciół, w sąsiedztwie, w miejscu pracy. Jest potrzebne też naszym bliźnim w tej coraz bardziej wyuzdanej i chrystofobicznej cywilizacji, w jakiej przyszło nam żyć.  

Najważniejsza noc w historii
 
Noc Zmartwychwstania to najważniejsze wydarzenie w historii ludzkości. To rzeczywiście wielka noc, w czasie której Stwórca ostatecznie potwierdził, że jest Bogiem, jakiego nie byłby w stanie wymyślić żaden człowiek. Żaden przecież z ludzi nie potrafiłby wymyślić Boga, który oddaje życie za człowieka. W swoim Jednorodzonym i Ukrzyżowanym Synu Bóg Ojciec zapewnił nas, że Jego miłość do każdego z ludzi nieskończenie przekracza wszystkie nasze wyobrażenia i nadzieje. Bóg kocha nas nawet wtedy, gdy przybijamy Go do krzyża! Wielkanoc przypomina nam również o tym, że zbawienie nie przychodzi przez krzyż, lecz przez miłość Jezusa Chrystusa, która na krzyżu staje się oczywista do granic szaleństwa! Zbawia Bóg, a nie cokolwiek innego, a Bóg jest miłością, a nie krzyżem! To właśnie dlatego przy końcu życia doczesnego Bóg nie zapyta nas o to, czyśmy cierpieli, lecz o to, czyśmy kochali.

Wielkanoc jest tam, gdzie ludzie uczą się od Boga kochać bezwarunkowo i za każdą cenę. Wielkanoc to kulminacja najbardziej niezwykłej historii miłości, jaka kiedykolwiek wydarzyła się we wszechświecie. To historia Jezusa, który zapewnia nas, że Bóg nie przestaje nas kochać nawet wtedy, gdy sam nie jest przez nas kochany i gdy przybijamy Go do krzyża. Wielkanoc to historia przyjaźni silniejszej niż krzywda, cierpienie i śmierć. To historia Skrzywdzonej Miłości, która nas zachwyca i przemienia, bo nie przestaje kochać. To historia, której nie jesteśmy jedynie świadkami, lecz radosnymi uczestnikami.
 
Miłość, która w nas zmartwychwstaje!
 
Człowiek bez Boga krzyżuje w sobie radość i ciągle na nowo wskrzesza cierpienie. Człowiek żyjący w obecności Boga uwalnia się od cierpienia i odkrywa w sobie radość, jakiej ten świat dać nam nie może. Zmartwychwstały Jezus powraca do nas, by w każdym z nas odradzała się pewność, że jesteśmy tak cenni, że aż nieodwołalnie kochani! Ukrzyżowany i Zabity Bóg-Człowiek pozostaje z nami, bo chce być kimś ostatnim, kto został ukrzyżowany na tej ziemi. Z wysokości krzyża Jezus promieniuje taką miłością, która nas zachwyca i czyni zdolnymi do naśladowania Jego miłości. Gdy zaczynamy kochać jak Jezus, wtedy przestajemy krzyżować samych siebie i innych ludzi. Kto od Zmartwychwstałego uczy się kochać, ten urządza święto radości nie tylko samemu sobie i bliźnim, lecz także Bogu, który w swoim Synu cierpi, gdy my cierpimy, i który cieszy się, gdy Jego radość jest w nas i gdy nasza radość staje się pełna! (por. J 15, 11).
 
Zmartwychwstały utwierdza nas w tym, że na tej ziemi jest jedna rzecz pewniejsza niż śmierć: nieodwołalna miłość Boga do człowieka! Stwórca wie, że dla nas, ludzi stworzonych na Jego podobieństwo, żyć to znaczy kochać i być kochanym, gdyż życie bez miłości staje się nieznośnym ciężarem i prowadzi do rozpaczy. W świecie, w którym wielu ludzi wybiera drogę przekleństwa i śmierci, dzięki spotkaniom ze Zmartwychwstałym stajemy się zdolni do nawrócenia i świętości, czyli do wybierania drogi błogosławieństwa i życia.
 
Kochał ofiranie i mądrze
 
Zmartwychwstanie Jezusa odsłania do końca tajemnicę Ukrzyżowanego Mistrza z Nazaretu. Był On prawdziwym człowiekiem, we wszystkim podobnym do nas. We wszystkim, oprócz grzechu! Przeszedł przez ziemię, wszystkim ludziom czyniąc dobrze. Każdemu okazywał miłość w sposób bezwarunkowy i ofiarny, a jednocześnie w sposób mądry, gdyż dostosowany do konkretnej sytuacji i historii, a także do niepowtarzalnego zachowania danego człowieka. Ludzi szlachetnych wspierał, uzdrawiał, umacniał, stawiał za wzór. Takim ludziom okazywał czułość. Wzruszał się nimi, odwiedzał ich, chronił ich przed krzywdą. Ludziom nawracającym się odpuszczał grzechy i chętnie z nimi świętował. Ludziom błądzącym okazywał miłość przez to, że ich upominał, że mówił im twarde słowa prawdy oraz stanowczo wzywał ich do nawrócenia. Krzywdzicielom okazywał miłość przez to, że się przed nimi bronił. Gdyby tego nie czynił, to oni stawaliby się jeszcze większymi grzesznikami, a przez to samych siebie skazywaliby na wieczne potępienie. To właśnie z tego powodu Jezus bronił się przed tymi, którzy chcieli Go strącić ze skały. Równie stanowczo bronił się przed Annaszem, Kajfaszem i Piłatem, a także przed żołnierzem, który uderzył Go w twarz. Dzięki Jego stanowczej obronie krzywdziciele mieli szansę zastanowić się i odstąpić od czynienia zła. Gdy Jezus spotykał ludzi faryzejskich i przewrotnych, czyli takich, którzy z całą premedytacją manipulowali tłumem ludzi dobrej woli, wtedy publicznie ich demaskował po to, by już dłużej nie mogli żyć kosztem ludzi biednych i by nie prowadzili swojego narodu do przepaści. A gdy spotykał najlepszych, czyli tych, którzy kochali bardziej niż inni – takich jak Piotr – to okazywał im miłość w postaci tak niezwykłego zaufania, że zawierzał im losy Kościoła, a zatem losy ludzi, których kochał – jak okazało się w świetle krzyża – dosłownie nad życie.
 
Fascynował mądrością i mocą
 
Jezus fascynował ludzi dobrej woli. Nauczał z taką mądrością i mocą, jakiej nie mieli uczeni w Piśmie i faryzeusze, a nawet najwięksi prorocy w historii Izraela. Ukazywał całą prawdę o człowieku, a zatem prawdę o jego godności i powołaniu do miłości, ale też o jego zranieniu na skutek grzechu pierworodnego i podatności na pokusy szatana.
 
Jezus pomagał wszystkim ludziom żyć w sprawiedliwości, miłości i pokoju. Przyszedł na ziemię po to, by Jego radość była w nas i by nasza radość była pełna. Ludzie uczciwi podziwiali mądrość i moc Jezusa. Zwracali się do Niego ze wszystkimi swoimi troskami i problemami. Przynosili do Niego chorych i opętanych. Niektórzy zapraszali Go do swoich domów. Inni chcieli dotknąć choćby rąbka Jego szat. Nic dziwnego, że tłumy ludzi szukały Jezusa nawet wtedy, gdy On znikał, żeby być na osobności i żeby się modlić. Tysiące ludzi znajdowało sposoby, by Go znaleźć. Wielu podążało za Nim nawet na pustynię. Mocą spotkań z Jezusem tysiące mężczyzn i kobiet przemieniało radykalnie swoje życie i postępowanie. Niektórzy zostawili wszystko i poszli za Nim. Zaczęli dostrzegać znaki, które wskazywały na to, że nie był On tylko człowiekiem.
 
Śmiertelnie skrzywdzony zwycięzca
 
Nie każdemu podobały się słowa i czyny Jezusa. Niepokoił tych, którzy byli twardego serca i którzy nie kierowali się miłością. Łamał ich schematy myślenia oraz fałszywe przekonanie o własnej doskonałości. Demaskował powierzchowność ich osądów, a także obłudę w ich zachowaniu. Stał się przez to dla nich niewygodny, a z czasem wręcz śmiertelnie groźny. Naruszał układ władzy oraz interesy możnych tej ziemi. Ludzie mali i podli zaczęli szukać sposobu, żeby Go zgładzić. Po sfingowanym procesie „niezawisłego” sądu zdecydowali się nawet na kolaborację ze znienawidzonym okupantem, byle tylko skazać Jezusa na śmierć i wykonać hańbiący ich wyrok. Gdyby historia Jezusa – jak myśleli Jego krzywdziciele – zakończyła się na Golgocie, to byłby On jeszcze jednym z wielu męczenników w dziejach ludzkości. Niewątpliwie byłby kimś najbardziej niezwykłym z ludzi skrzywdzonych, ale nikim więcej niż wyjątkowym męczennikiem. Jednak po raz pierwszy w historii ludzkości ktoś, kto oddał życie, by zło zwyciężać dobrem, potrafił to życie odzyskać na nowo. Zmartwychwstanie potwierdza, że śmierć Jezusa na krzyżu nie była gestem heroicznego buntu wobec zła i grzechu, lecz przeciwnie – była świadomym i dobrowolnym darem Bożej miłości, która wszystko przebacza, wszystko przetrzyma, wszystko zwycięża.
 
Miłość zagrożona w człowieku
 
Spotykając Zmartwychwstałego, zastraszeni i wątpiący dotąd uczniowie upewnili się, że można zabić ludzkie ciało, ale nie można zabić miłości. Do miłości należy nie tylko eschatologiczna przyszłość, lecz także doczesna teraźniejszość. Dzięki spotkaniom ze Zmartwychwstałym apostołowie przekonali się, że Jezus aż tak bardzo pokochał każdego z nas, że naprawdę dobrowolnie oddał za nas życie. On ma moc, by złożyć je z miłości w ofierze, ale też ma moc, by znowu je odzyskać.
 
Bóg wie, że życie człowieka poza miłością staje się dramatyczną formą agonii i prowadzi do umierania w nas tego, co Boże i najpiękniejsze. Człowiek nie może być szczęśliwy bez miłości czy wbrew miłości. Nie może być szczęśliwy bez Boga, który jest Miłością (por 1 J 4, 8). Boża miłość w człowieku jest jednak ciągle zagrożona naszą słabością, grzechem, zniechęceniem, doznaną krzywdą, utratą nadziei. W miarę jak miłość słabnie i przymiera, życie staje się koszmarem i nieznośnym ciężarem, zamiast być źródłem radości i nadziei. Żyjąc bez miłości czy przeciw miłości, człowiek zaczyna patrzeć na siebie i na otaczający świat z rosnącym niepokojem, nieufnością, a czasem z nienawiścią i buntem. Przeżywa coraz większy lęk, rozgoryczenie, rozpacz, poczucie bezradności i bezsensu.
 
Święta nadziei i miłości
 
Wielkanoc to znak nadziei i zaproszenie do tego, by zagrożona w nas miłość mogła się odradzać nawet wtedy, gdy wydawała się już całkiem martwa. Tajemnica pustego grobu Jezusa staje się nieodwołalnym potwierdzeniem tego, że prawdziwa miłość wszystko zwycięża: nie tylko śmierć, ale także jej źródło: egoizm, grzech, wszelkie słabości i zniewolenia człowieka. Chrześcijanin to ktoś, kto tak mocno i tak ufnie złączył swoje życie z Chrystusem, że w każdej sytuacji zmartwychwstaje w nim Boża miłość. Przy końcu życia będziemy sądzeni z tej właśnie miłości (por. Mt 25,31-46). Ludzie po lewicy nie będą potępieni dlatego, że czynili zło, lecz dlatego, że nie kochali. Z kolei o ludziach po prawicy Chrystus nie powie, że byli zupełnie wolni od winy i grzechu. Powie natomiast, że pomimo swoich słabości nauczyli się kochać. I to kochać nie tylko tych, którzy ich kochali, lecz także tych, którzy byli głodni, chorzy, uwięzieni i bezradni. Zbawieni to zatem ci, którzy nauczyli się kochać bezinteresownie i bezwarunkowo, gdyż pokochali takich ludzi, od których nie mogli spodziewać się zapłaty.

Dzięki miłości wszystko staje się nowe
 
Jeśli zacznie odradzać się w nas miłość Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, to wtedy wszystko w nas i wokół nas zacznie stawać się inne i nowe. Wprawdzie życie nadal będzie niosło ze sobą podobne jak dotąd trudności i próby, ale my sami będziemy już zupełni inni. Będziemy odtąd kierować się miłością, która jest cierpliwa, nie szuka poklasku, nie pamięta złego. Staniemy się zdolni do miłości, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma (por. 1 Kor 13, 4-7). Wielkanoc jest w sercach tych ludzi, a także w tych rodzinach i wspólnotach, w których zmartwychwstaje taka właśnie miłość. Wielkanoc jest tam, gdzie ludzie odzyskują pewność, że miłość ma sens nawet wtedy, gdy przychodzi nam za nią płacić najwyższą cenę cierpienia. Powody do świętowania Wielkanocy ma ten, kto odkrywa, że być człowiekiem to być kochanym i zdolnym do miłości.
 
Głos Zmartwychwstałego Jezusa słyszymy najlepiej wtedy, gdy słyszymy głos tych ludzi – począwszy od naszych bliskich – którzy proszą nas o zrozumienie, pomoc, czułość, cierpliwość, wierną i ofiarną miłość. Powracający Pan najbardziej przemawia do nas przez ludzi, których kochamy, i przez tych, których kochamy ciągle za mało. Mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa najlepiej wykorzystują ci, którzy tak postępują, by ich bliscy nie przeżywali już męki, lecz doświadczali radości życia w miłości. A jeśli komuś z nas ciągle jeszcze trudno uwierzyć w to, że Jezus naprawdę zmartwychwstał, to najpierw warto to sobie szczerze i otwarcie powiedzieć. Później warto postawić sobie pytanie, czy potrafię choćby jedną osobę kochać aż tak bardzo, że gotów jestem dla niej wiele wycierpieć. Jeśli na razie tego jeszcze nie potrafię, to najpierw powinienem uczyć się kochać jak Jezus, a wtedy łatwiej przyjdzie mi uwierzyć, że On nie tylko kocha, ale że już na zawsze pozostaje silniejszy od grzechu i śmierci.
 
ks. Marek Dziewiecki
Idziemy nr 13 (394), 31 marca 2013 r.

fot. Hernán Pinera, Walking barefoot J.L. Borges 
Flickr (cc)  
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2017   |  Facebook