logo
 
A
A
A
 
ks. Andrzej Siemieniewski
Rola modlitwy w dojrzewaniu do przebaczenia | Zeszyty Formacji Duchowej
Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

Dobrze znana jest nam wszystkim prawda wiary: przebaczenie jest wymogiem chrześcijańskiego życia. Dobra Nowina ogłoszona dwadzieścia wieków temu przez Jezusa Chrystusa zawierała bardzo wyraźne wezwania w tym względzie. Nasz Mistrz nakazał swoim uczniom modlić się do Boga tak: "Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili" (Mt 6, 12). Ci, którzy poszli za Jezusem, mieli jak gdyby powoływać się przed Bogiem na swój własny wzór: "Panie, skoro nam kazałeś przebaczać, więc i Ty nam przebacz". Nakaz ten został w ewangelicznym tekście wzmocniony dalej bardzo wyraźnym uszczegółowieniem nie dopuszczającym już żadnej metaforyzującej drogi interpretacji: 
 
"Jeśli przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6, 14-15). 
 
Tak samo też z pewnością należy rozumieć słowa Ewangelii mówiące o wstępnym warunku modlitwy do Boga: "Najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim" (Mt 5, 24). Nie można modlić się do Ojca w niebie żyjąc jednocześnie w nieprzebaczeniu wobec współbraci na ziemi. Katechizm Kościoła Katolickiego doda do tego jeszcze inne precyzyjne ujęcie wymagającego wezwania Chrystusowego, ponieważ "zachowanie przykazania Pana ma polegać na żywym i pochodzącym z «głębi serca» uczestniczeniu w świętości, miłosierdziu i miłości naszego Boga" (KKK 2842). W takim kształcie przebaczenie wygląda bardziej na warunek modlitwy, niż na jej rezultat. 

Chrześcijanie myślą o swojej wierze jako o wezwaniu do zgody, miłości i przebaczenia, jako o porywającym apelu do zmiany relacji między ludźmi opartych wcześniej na odwecie i wyrachowaniu. Często jednak bywa tak, że ewangeliczne wezwanie do przebaczenia wygląda porywająco tylko tak długo, dopóki nie zderzy się z kłopotami życiowymi, które nieuchronnie przyniosą ze sobą doświadczenie niezmiernej trudności w przebaczaniu. Prośba modlitewna, aby Bóg przebaczał nam "tak, jak i my przebaczamy", może przemienić się wtedy niemal w ściąganie na własną głowę przekleństwa i kary Bożej. Jeśli bowiem ja sam osobiście doświadczę życiowej niemożliwości odpuszczenia doznawanej krzywdy – może jakiejś niesprawiedliwości doznawanej wielokrotnie, może przez czas dłuższy, może systematycznie od lat – czy moja modlitwa nie stanie się wtedy wzywaniem Boga, aby tak samo i On nie udzielił mi odpuszczenia moich win? "Przebacz nam, jak i my przebaczamy" zamieniłoby się wtedy nieuchronnie w: "nie przebaczaj nam, Panie, skoro i my przebaczać nie potrafimy".
 
Nigdy nie widzieli, żeby ktoś kochał nieprzyjaciela

Przebaczenie jest, być może, najrzadziej spotykaną z chrześcijańskich cnót. Owszem, przebaczenie króluje w natchnionym tekście biblijnym. René Girard, francuski antropolog religii, nawrócony trzydzieści lat temu na chrześcijaństwo w wyniku doznanego cudu uzdrowienia, które zbiegło się u niego z intelektualnym odkryciem specyfiki Pisma Świętego, w udzielonym przez siebie wywiadzie twierdzi, że to właśnie idea przebaczenia doznanego zła stanowi osnowę biblijnego natchnienia. "W mitach ofiara jest zawsze winna. Mity są opowiadaniami z punktu widzenia katów, podczas gdy Biblia przyjmuje punkt widzenia ofiary. Abel jest niewinną ofiarą Kaina [1]."

Łatwiej jednak czytać historię zbawienia napisaną z punktu widzenia skrzywdzonego, łatwiej teoretycznie zapoznać się z narracją zawartą w natchnionym tekście, trudniej natomiast wprowadzić to nauczanie w praktykę własnego życia. W życiu zwykle lepiej udaje się stosowanie nauki pogańskiego mitu, w którym winny jest zawsze ktoś inny, a nigdy – ja sam.

Kiko Argüello, założyciel i lider neokatechumenatu, katolickiego ruchu odnowy przeżycia chrztu, wskazywał już wiele lat temu w swoich katechezach na jedną z przyczyn utraty przez chrześcijaństwo życiowej energii w zlaicyzowanych społeczeństwach Zachodu: "Wiecie, dlaczego ludzie już nie są chrześcijanami? Bo nigdy nie widzieli, żeby ktoś kochał złego, nieprzyjaciela. Nawet ty nigdy tego nie widziałeś w całym twoim życiu!".

Ta poruszająca konstatacja może deprymować; może jednak mieć uzdrawiający efekt, jeśli dopomoże do przypomnienia sobie prawdziwej treści Dobrej Nowiny, takiej, jaka zapisana jest w Piśmie świętym, choćby była niewygodna i rzeczywiście nadzwyczaj rzadko praktykowana, również nieczęsto przez nas samych. "Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy".

Współczesnemu chrześcijaninowi pewne pocieszenie może przynieść świadomość, że wiele z wartości dominujących w świecie ma zakorzenienie w ewangelicznym wezwaniu do przebaczenia i w dążeniu do współczującego utożsamienia się z ofiarą. Są to takie wartości jak wolność jednostki, zniesienie niewolnictwa i różnych rodzajów poniżającej służby czy troska o ofiary przemocy w skali globalnej. Wartości te zostały wprawdzie często zupełnie zlaicyzowane i zatarto ich ewangeliczne korzenie, a jednak są one owocem globalizacji świata wartości judeo-chrześcijańskich [2]

Wezwanie do przebaczenia ma moc najpotężniejszego świadectwa wiary, również jako znak sprzeciwu. Wiedzą o tym obdarzeni głęboką intuicją chrześcijańską pisarze, skoro Henryk Sienkiewicz w Quo vadis opisał bezwarunkowe przebaczenie wielkich krzywd jako jedyne narzędzie mogące skłonić do wiary wyrachowanego cynika, nie posiadającego żadnych skrupułów. Słowo, które przygarnęło nawet największego grzesznika do Jezusa Chrystusa, brzmiało "Przebaczam!", a było to słowo wypowiedzane przez człowieka, który doznał najwięcej krzywd z jego ręki. O mocy przebaczenia zmieniającego bieg historii wiedzą również pasterze Kościoła, skoro jako jedyną drogę do pojednania po okropnościach II wojny światowej wybrali szlak wskazany drogowskazem, na którym napisane było: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". 

Ogólny wzrost świadomości współczucia i przebaczenia, jakkolwiek ważny, jest jednak pokrzepieniem tylko do pewnego stopnia. Zadanie osobistego przebaczenia i darowania tych win, które mnie osobiście dotykają, pozostaje ciągle wielkim i trudnym wyzwaniem dla każdego z nas. Przede wszystkim dlatego, że zadanie to sprzeciwia się podstawowym odruchom "tego świata", a wskutek swej niezwykłości zderza się ze światową mądrością życiową. Ale, jak przypominał D. Bonhoeffer, "«nadzwyczajność» jest wyróżnikiem chrześcijaństwa; z tego powodu chrześcijaninowi nie wolno być takim jak świat; [...] nadzwyczajność to miłość do tego, który nikogo nie kocha i którego nikt nie kocha" [3].
 
Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni

W Jezusowym wezwaniu do przebaczenia dochodzi do spotykania egzystencjalnej niemożliwości przebaczenia (gdy sprzeciwia się ono odruchom ludzkiej natury) z faktyczną jego możliwością (gdy doświadczamy go jako darowanej przez Boga łaski). Pomimo nieprawdopodobieństwa powodzenia w wysiłku przebaczania, po ludzku tylko rzecz biorąc, czasem jednak wysiłek ten zostaje zwieńczony sukcesem. Ma to nieodmiennie wszelkie znamiona cudu, a więc interwencji Bożej łaski w to, co bez dopuszczenia Boga do głosu musiało by zakończyć się klęską. 
 
Cud taki bywa doświadczeniem naszej codzienności. Oto na przykład małżeństwo czekające na kolejną, tym razem decydującą już rozprawę rozwodową, znajduje się wbrew swym uprzedzeniom i wbrew podjętym wcześniej decyzjom na weekendowych rekolekcjach "Dialogu małżeńskiego". Następuje cud pojednania. 
 
Wiara w to, że cuda takie są możliwe, sięga samych początków historii chrześcijańskiej. W wielu religiach przypomnienie momentu początkowego, wspomnienie chwili założycielskiej bywa okazją do chlubienia się militarnymi sukcesami pierwszych zwolenników nowej wiary lub ich niezwykłą mądrością duchową. Zupełnie inaczej ma się sprawa z uczniami Jezusa. Właśnie początki ich historii duchowej bazują na przebaczeniu i bez niego byłyby zupełnie niemożliwe. Chrześcijaństwo od samego początku wskazuje na moc przebaczenia. "Kiedy [Paweł] przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem" (Dz 9, 26). Dlaczego? Bo za dobrze pamiętali czas, kiedy ten sam człowiek, wtedy jeszcze znany pod imieniem Szawła, "siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich" (Dz 9, 1). Przełom w sytuacji nowej wiary, otwierający bramę do spektakularnych sukcesów apostolskich, stworzyła właśnie postawa przebaczenia: "Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do Apostołów [...] Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie" (Dz 9, 27). 

Przebaczenie jest więc zawsze cudem, i to podwójnym, skoro najpierw człowiek musi uznać swoją marną kondycję duchową, do czego przecież żaden grzesznik nie jest specjalnie skory. Jakże przejmująco wyrażają to słowa "Dwunastu Kroków" Anonimowych Alkoholików (AA): "Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem" (Krok 1). Zastąpmy słowo "alkohol" słowem "niechęć", albo słowem "uprzedzenie", albo "nienawiść" czy "nieprzebaczenie doznanej krzywdy", a otrzymamy trafną definicję "anonimowego grzesznika". A anonimowy grzesznik to po prostu chrześcijanin. Przecież: "Nie czynię dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę [...] Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?" (Rz 7, 19.24). Za pomocą tych słów Apostoła z Listu do Rzymian "anonimowi grzesznicy" wyznawali kiedyś to samo, czego członkowie AA doświadczyć musieli na samych sobie dwadzieścia wieków później i co wyrazili słowami "Kroku 2" i "Kroku 3": "Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga" [4]. Nieprzypadkowo więc najpierw Pan Jezus uczy wołać do Boga "Abba–Ojcze", a dopiero potem, dzięki mocy płynącej z odnowionej relacji dziecięcej wobec Dobrego Ojca, każe wołać: "przebacz, jak i my przebaczamy".
 
Moc burzenia dla Boga twierdz warownych

Gdzie leży tajemnica zwycięstwa tych chrześcijan, którzy nie dali się wciągnąć w pozornie nieunikniony wir: najpierw uprzedzeń, potem niechęci, wreszcie nienawiści, odwetu i zemsty? Gdzie leży klucz do zrozumienia drogi świętości zwyciężającej świat i to właśnie mocą przebaczenia? Zwycięstwo to jest owocem walki, którą nazwać można walką duchową, albo modlitewnym zmaganiem o kształt naszych myśli.
 
"Nie prowadzimy walki według ciała, gdyż oręż bojowania naszego nie jest z ciała, lecz posiada moc burzenia, dla Boga, twierdz warownych. Udaremniamy ukryte knowania [...] i wszelki umysł poddajemy w posłuszeństwo Chrystusowi." (2 Kor 10, 3-5)
 
Przebaczenie nie jest więc owocem słabości nieudaczników życiowych, którzy przebaczają dlatego, że nie stać ich na stanowcze przeciwstawienie się złu. Nietzscheańskiej (a wcześniej jeszcze – pogańskiej) dumie mocnych przeciwstawia się nie bierność bezbronnych słabeuszy, ale inna siła, inna moc zdolna do zwycięstwa. "Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12, 21). Jest to wezwanie do zwycięstwa. Konkretnie – do zwycięstwa nad złem, a nie do bezradnego poddania się prądowi triumfującego zła. 

Ma to być z zamysłu triumf największy z możliwych. Chrześcijańska specyfika ewangelicznego zwycięstwo nad złem polega bowiem na tym, że ma ono być tak całkowite i niepodzielne, że nawet osobę grzesznika pociągnie na stronę zwycięskiego dobra. Pognębienie zła ma być tak kompletne, że zdoła ocalić z jego mocy nawet wyrządzającego krzywdę grzesznika. "Nie chodzi jedynie o zło, ale również o złego. Jezus nazywa złego złym. Moja postawa nie ma polegać na przymykaniu oczu na winę [...] Zły musi się dostać w ręce Jezusa. Nie ja bowiem, lecz Jezus ma się nim zająć [5]."

Dlatego postawa przebaczenia zalecana w Ewangelii nie jest prostym wynikiem poddania się naturalnym a sentymentalnym instynktom serca. Jest raczej rezultatem długiego procesu przemieniania swojego własnego umysłu. Pochodzi, jako długo dojrzewający owoc, z modlitewnego poddawania własnego umysłu w posłuszeństwo Chrystusowi, z medytacyjnego napełniania się słowami Ewangelii tak długo, aż słowa te zaczną przynosić swój plon w postaci postaw serca i zewnętrznych czynów. Jest wynikiem długotrwałej walki przeciw "ukrytym knowaniom" i rezultatem świadomego zajęcia miejsca po stronie "zamysłu Chrystusowego". Orężem tej walki, polegającej na "burzeniu twierdz warownych", jest modlitewne poddawanie swego umysłu pod łagodny wpływ ewangelicznego myślenia kategoriami miłości.

Dostąpiłem miłosierdzia

Modlitwa do Ojca, przez którą dostępuje się łaski otwarcia serca na możliwość przebaczenia, doprowadzi nas do jeszcze jednego błogosławieństwa. Dostąpimy pogodzenia się z tym trudnym faktem, że i nam samym trzeba wiele rzeczy wybaczyć. Przebaczając innym stopniowo uświadamiamy sobie, że potrzebujemy wybaczenia ze strony Boga, ale też wybaczenia od drugiego człowieka. 

Znów jawi się przed nami postać św. Pawła jako model chrześcijanina, jako tego, któremu musiano przebaczyć: "Jezus Chrystus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Dostąpiłem miłosierdzia..." (1 Tm 1, 5-16). 

Dzięki modlitwie powstaje Kościół jako wspólnota przebaczająca i wspólnota przebaczenia. Potrzebującym przebaczenia grzesznikom Ewangelię o Królestwie głoszą ci, którzy sami potrzebują przebaczenia. Katechizm Kościoła Katolickiego napomina:
 
"Powinno wzbudzać w nas przerażenie to, że strumień miłosierdzia nie może przeniknąć do naszego serca tak długo, jak długo nie przebaczyliśmy naszym winowajcom. Miłość, podobnie jak Ciało Chrystusa, jest niepodzielna: nie możemy miłować Boga, którego nie widziemy, jeśli nie miłujemy brata i siostry, których widzimy" (KKK 2840).
 
* * *

Gdy zabraknie przebaczenia... 
 
Śmierć jagniątka a zemściciele (fragment judaistycznej Haggady – Opowiadania o wyjściu Izraelitów z Egiptu na dwa pierwsze wieczory Święta Pesach [6].)
 
"Ojciec mój dnia pewnego kupił sobie jagniątko miłe.
Dwie jedynie zuzy żądał posiadacz jego, a ojciec zapłacił też i tyle.
Ale wnet kot chytry przybiegł galopem, schwycił jagniątko i pożarł je potem.
Pies tej krzywdy znieść nie mógł i rzucił się na kota, że zszarpać jagnię wzięła go ochota.
Kij, który w pobliżu stał i od dawna mu groził, rzucił się na psa i obficie go obłożył.
Niebawem obrońcę znalazł też pies zraniony – w ogniu został kij wnet spalony.
Ale wtem spłynęła woda i zemścić się chciała, otoczyła więc ogień i płomienie zgasiła.
Gdy wół to widział, rozjuszony został okropnie, wychlipał więc wodę, aż nie było kropli na dnie.
Naostrzył rzeźnik już nóż i chwyta wołu wnet, gdy zarzyna – dokoła rozlewa się krew.
Nie uszło zasłużonej kary to zarzynanie wołu, gdyż anioł śmierci rzeźnika wtrącił do dołu.
 
Wtedy Sędzia Najwyższy, który tronuje w niebiesiech, zniweczył anioła za karę, że zabił rzeźnika, który bez prawa zarzynał wołu za to, że wychlipał wodę, co zgasiła płomienie ognia, dlatego że spalił kij, który obił psa za to, że gryzł kota, co pożarł jagniątko, które ojciec mój za dwa zuzy sobie kupił." 
ks. Andrzej Siemieniewski
Zeszyt Formacji nr 14
 
fot. Reenablack Prayer 
Pixabay (cc)
_____________________
Przypisy:
 
[1] R. Girard, XX-e si cle: Le regard de René Girard, "La Vie", 23 grudnia 1999, nr 2834-2835, s. 107.
[2] Tamże.
[3] D. Bonhoeffer, Naśladowanie, Poznań 1997, s. 104.
[4] Skojarzenie Anonimowych Alkoholików z podstawowymi ideami chrześcijańskimi nie jest przypadkowe. Pierwowzorem AA była tak zwana Grupa Oxfordzka, która począwszy od 1921 roku postawiła sobie za cel odnowienie tego, co stanowiło istotę chrześcijaństwa w pierwszym wieku. Por. S. Płużyński (red.), Leksykon psychiatrii, Warszawa 1993, s. 7.
[5] D. Bonhoeffer, Naśladowanie, s. 95.
[6] Wiedeń 1927 (reprint Warszawa 1991), s. 76. 
 




 

 
   Reklama   |   Wspomóż nas   |   Kontakt   |   Księga Gości   |   Copyright (C) Salwatorianie 2000-2017   |  Facebook